Rząd promuje elektryki, Bruksela chce bronić rynku
Komisja Europejska zgodziła się na zmiany w polskim KPO. Jedną z nich jest zastąpienie opłaty rejestracyjnej dla samochodów spalinowych dopłatami do elektryków. – To, co było wpisane wcześniej w kamienie milowe, miało w zamyśle eliminować najstarsze pojazdy, a zarazem skłaniać do przechodzenia na napędy nisko- i zeroemisyjne. W mojej ocenie stracona została okazja na zbudowanie nowego systemu, stymulującego wymianę pojazdów w ciągu następnych kilkunastu lat – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. – Należy się spodziewać, że dopłaty będą do samochodów, które kosztują minimalnie 60–80 tys. zł, a zazwyczaj i więcej.
Dopłaty obejmą nie tylko nowe auta, lecz także używane, jeśli mają mniej niż cztery lata, a dopłata będzie większa, jeśli kupujący zezłomuje jednocześnie swój samochód spalinowy. Z wcześniejszych zapowiedzi rządu wynika zaś, że dopłaty obejmą wszystkie auta elektryczne, w tym SUV-y.
Za jedne z najtańszych aut elektrycznych uchodziła dotąd produkcja chińska. Tymczasem Europa, chcąc chronić swój rynek przed konkurencją, wprowadza właśnie cła ochronne na import chińskich pojazdów elektrycznych. Jednocześnie poszczególne państwa członkowskie nie chcą rezygnować ze współpracy z Pekinem i podchodzą bez entuzjazmu do kursu obranego przez Brukselę. ©℗ A4–5
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.