Dziennik Gazeta Prawana logo

Droga morska wraca do łask

29 marca 2018

Transport morski odżywa. Dotyczy to nie tylko Polski. Czekają go jednak zmiany, których celem będzie optymalizacja kosztów

Ubiegły rok krajowe porty zakończyły z historycznymi rekordami, udowadniając tym samym, że gospodarka morska ma potencjał rozwojowy.

Port Gdański przeładował około 40,6 mln ton ładunków. To o niemal 9 proc. więcej niż w 2016 roku. Wzrost na podobnym poziomie odnotował też Port Gdynia, który obsłużył w sumie 21,225 mln ton ładunków. W przypadku tego portu to rezultat najlepszy od sześciu lat.

Podobny trend jest widoczny na całym świecie. Szacunki za ubiegły rok mówią o ponad 6-proc. wzroście światowych przeładunków drobnicy w kontenerach.

Jak wyliczyła firma Alphaliner, w pierwszym kwartale 2017 r. wolumen był większy o 5,8 proc., w drugim o 7,4 proc., a w trzecim o 7,7 proc.

- Dodatnia dynamika w branży to efekt coraz lepszej koniunktury gospodarczej na świecie, w tym wyników polskiego eksportu. Wpływ ma też coraz lepsza oferta portów oraz rozwijana przez nie infrastruktura, co ma dalej zwiększać ich możliwości przeładunkowe - tłumaczy Robert Pastryk, dyrektor generalny Dachser Air & Sea Logistics Polska.

Bez inwestycji się nie obejdzie

W porcie w Gdyni ruszyła budowa nowej portowej obrotnicy, która ułatwi przyjmowanie wielkich oceanicznych statków. Powstanie też nowy publiczny terminal promowy. Nie sposób przy tym nie wspomnieć o przygotowaniach do największej obecnie inwestycji morskiej w Polsce, czyli przekopie przez Mierzeję Wiślaną i rozwoju elbląskiego portu. Zgodnie z zapewnieniami władz prace mają ruszyć pod koniec 2018 r.

Oczywiście oprócz sukcesów transport morski ma też i swoje bolączki. Jedną z nich jest nadal niedostateczny rozwój infrastruktury dostępowej od strony morza i lądu do portów. Najlepsza sytuacja pod tym względem jest w Gdańsku, ale w porównaniu z największymi terminalami morskimi w Niemczech czy Holandii mamy jeszcze dużo do zrobienia. Dlatego np. w Gdyni inwestują w obrotnicę. Ma też w planach poszerzenie wejścia do portu.

Na tym rynku widoczne są okresowe wahania, które wywołuje przede wszystkim podaż przestrzeni ładunkowej, czyli liczba i rozmiary statków, a także ceny ropy naftowej i polityka armatorów.

- Transport morski ulegał w ostatnich latach znaczącym przemianom. Armatorzy oceaniczni ponoszący po kryzysie w 1998 r. spore straty finansowe związane ze stałą nadpodażą miejsc na statkach, z kulminacją w 2016 r. w postaci spektakularnego bankructwa koreańskiej firmy Hanjin, przebudowali swoje strategie rozwoju. W ostatnich latach jesteśmy świadkami poważnych zmian na rynku armatorów, które doprowadziły do utworzenia 2-3 skonsolidowanych konsorcjów przewoźników, jak również produkcji coraz bardziej ekonomicznych i wyrafinowanych technicznie statków - komentuje Anna Szymanowicz, dyrektor transportu morskiego i lotniczego w Raben Logistics Polska.

Zaletą transportu morskiego jest to, że jest najtańszym rodzajem przewozów dla towarów sprowadzanych z dużych odległości. Zdaniem ekspertów bez niego międzykontynentalny handel nie byłby wręcz możliwy. Daje bowiem możliwość przewozu dużej masy ładunków za jednym razem.

- Z uwagi na swoją skalę transport morski stale wymusza rosnące rozmiary statków. Największe oddawane do użytku kontenerowce są w stanie przewieźć ponad 20 tys. teus ładunku (jeden teus odpowiada kontenerowi o długości 20 stóp). Dla porównania na jednym statku zgromadzony jest ładunek, który w transporcie drogowym potrzebowałby do przewozu ponad 10 tys. samochodów ciężarowych - mówi Anna Szymanowicz.

Wadą jest natomiast długi czas transportu, niestety w ostatnich latach jeszcze się wydłużający wraz z wprowadzaniem coraz większych, a także bardziej eco-friendly statków.

Kwestia czasu

Sprowadzenie produktów z Chin zajmuje około 35-40 dni. Dla porównania transport lotniczy na tym kierunku trwa od 3-6 dni. Jest natomiast najdroższym rodzajem przewozów.

- Mocno uśredniając, jeśli dla samolotu przyjmiemy koszt równy 100 proc., to transport morzem wynosi już tylko około 20-40 proc. Koszty w obu rodzajach transportu cały czas się wahają, jednak oczywiście nigdy na tyle, żeby odwrócić te proporcje. Wybór zależy więc od potrzeb transportowych, rodzaju towaru i oczywiście rachunku ekonomicznego. Warto przy tym wspomnieć, że coraz więcej firm prowadzących wymianę na trasie Polska-Azja interesuje się trzecim rozwiązaniem, szybszym niż statek i tańszym niż samolot. Mowa o kolei - wylicza Robert Pastryk.

Warunki opłacalności

W związku z tym transport morski jest najlepszym rozwiązaniem dla firm, które sprowadzają z odległych miejsc wszystko, czego nie opłaca się lub nie daje się przewieźć samolotem albo pociągiem i gdzie czas dostawy nie jest kluczowym czynnikiem. Największy udział w transporcie kontenerowym drogą morską mają więc wyroby chemiczne - ta grupa stanowi około 25 proc. wolumenu. Drugą znaczącą grupę stanowią produkty żywnościowe. Z transportu kontenerowego korzystają też sektory drzewny, papierniczy i meblarski oraz przemysł tekstylny, a także, choć w mniejszym stopniu, producenci elektroniki czy branża motoryzacyjna.

- Na transport morski przestawiają się firmy z branż, gdzie jest bardzo duża konkurencja i gdzie stale poszukuje się możliwości zoptymalizowania kosztów, a jednocześnie czas transportu nie różni się znacząco od przewozu samochodowego, a przynajmniej ten aspekt nie jest barierą. To dotyczy zwłaszcza relatywnie krótkich tras, np. między Polską i Wyspami Brytyjskimi - mówi Robert Pastryk.

Dlatego perspektywy transportu morskiego w długim okresie zależą m.in. od globalnej koniunktury i poziomu wymiany handlowej z Azją, bo to na trasie łączącej ten kontynent z Europą i Ameryką Północną pływa najwięcej statków handlowych. Jak długo światu będzie opłacało się produkować i sprowadzać wyroby z Dalekiego Wschodu, tak długo transport morski powinien mieć się nieźle.

- Oprócz tego od lat ważnym dla Europy kierunkiem handlowym, zwłaszcza eksportowym, są Stany Zjednoczone, co siłą rzeczy oznacza, że transport morski pozostanie wiodącym rodzajem transportu, a lotniczy uzupełnieniem - podkreśla Robert Pastryk.

Postęp to konieczność

Będą na nim jednak zachodziły zmiany mające na celu optymalizację kosztów przewozu. Na pewno będziemy świadkami dalszego wzrostu rozmiarów kontenerowców, które w przyszłości będą miały zmniejszone do minimum załogi, kierowane przez tzw. control tower, a być może nawet prowadzone bezzałogowo.

- Aby efektywnie zmniejszyć zanieczyszczenie powietrza, za które transport morski w znacznym stopniu ponosi odpowiedzialność, statki będą zasilane wyłącznie energią odnawialną. Już obecnie prowadzone są próby zastępowania ropy wodorem i LNG, czyli skroplonym gazem ziemnym - wyjaśnia Anna Szymanowicz.

Należy też oczekiwać, że w przyszłości statki będą budowane z innych, nowoczesnych materiałów, eliminujących do minimum potrzeby remontów i napraw, które dziś często unieruchamiają statki w stoczniach naprawczych.

- Dlatego dopiero w dość odległej perspektywie czasowej możemy mówić o możliwym spadku znaczenia tego transportu. W przypadku przekroczenia bariery kosztów energii oraz globalnego wyrównania poziomów płac, fabryki i zakłady produkcyjne będą globalnie przenoszone coraz bliżej finalnych centrów dystrybucyjnych, ograniczając w ten sposób potrzebę transportu na dalekie odległości - zauważa Anna Szymanowicz.

@RY1@i02/2018/063/i02.2018.063.16500030b.801.jpg@RY2@

Fot. Shutterstock

@RY1@i02/2018/063/i02.2018.063.16500030b.802.jpg@RY2@

Fot. Shutterstock

Patrycja Otto

patrycja.otto@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.