Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Uderzeni rykoszetem z wojny celnej

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Polscy producenci stali i wyrobów do jej produkcji po decyzji prezydenta USA Donalda Trumpa o cłach importowych są zgodni: mamy problem

- Eksport wyrobów stalowych z Polski do Stanów Zjednoczonych w minionym roku wyniósł poniżej 10 tys. ton. W porównaniu ze sprzedażą do Niemiec, gdzie lokowaliśmy ponad 1 mln ton, jest to wielkość niemająca wpływu na nasz rynek - mówi DGP Iwona Dybał, prezes Polskiej Unii Dystrybutorów Stali. Nie oznacza to jednak, że wprowadzenie przez prezydenta Donalda Trumpa ceł na przywóz stali i aluminium do Stanów Zjednoczonych jest dla naszych firm zupełnie bez znaczenia. Istotne jest bowiem to, co stanie się z wyrobami z innych państw, które przez nowe cła nie trafią na rynek amerykański, a to 30 mln ton w skali roku.

- Na globalnym rynku zmagającym się od lat z nadprodukcją znalezienie nowego nabywcy będzie trudne. W skrajnym przypadku możemy więc mieć do czynienia z napływem taniej stali do Unii Europejskiej - tłumaczy Dybał. Z punktu widzenia firm w naszym kraju mogłoby to oznaczać wzrost konkurencji ze strony dostawców z takich krajów, jak Brazylia, Rosja, Turcja, Japonia czy Tajwan. Wszystko to może doprowadzić nie tylko do spadku cen, ale realnie zagrozić producentom z UE, w tym z Polski.

Daniel Ozon, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej, która jest największym w UE producentem węgla koksowego i eksporterem koksu (bazy do produkcji stali), nie obawia się rywalizacji firm z większości spośród tych krajów. Według niego zagrożeniem nie będą producenci z Japonii i Tajwanu. - Niektóre z tych krajów, np. Rosja, są już objęte cłami antydumpingowymi. Zagrożeniem jest potencjalny import z Turcji czy Wietnamu. To znaczący dostawcy do USA i potencjalne źródło napływu taniej stali do UE - mówi Ozon.

"Oceniamy potencjalny wpływ, jaki wprowadzone rozwiązania mogą mieć na naszą działalność" - odpowiedział nam ArcelorMittal Poland, krajowy oddział największego producenta stali na świecie. Firma zaznacza, że warto doceniać wysiłki podejmowane przez rządy, by przeciwstawiać się nieuczciwemu importowi i wyrównywać szanse.

- Nowa wojna celna w stali nikomu nie jest potrzebna. Rynek był już w 2002 r. świadkiem podobnej sytuacji, gdy prezydent George W. Bush wprowadził cła, opierając się na przepisie mówiącym o "zagrożeniu bezpieczeństwa narodowego". Ten eksperyment zakończył się po 18 miesiącach zarówno stratami dla rynku amerykańskiego, jak i rynków z nim współpracujących - przypomina Iwona Dybał.

- Unia zapowiedziała ostrą reakcję na te sankcje. Rozważane są cła odwetowe na inne grupy produktów istotne dla eksportu z USA, takie jak alkohole czy motory Harley Davidson. Może rozpocząć się długa batalia na forum Światowej Organizacji Handlu - uważa Daniel Ozon. - Nie widzę jednak fundamentalnych obaw związanych z zamykaniem mocy produkcyjnych w krajach UE będących konsumentami naszego koksu i węgla - dodaje. Ozon przypomina, że decyzja Trumpa nie była zaskoczeniem, bo spełnił on w ten sposób swoje obietnice wyborcze.

Po jego decyzji akcje US Steel zdrożały o prawie 5 proc., bo spółka może uruchomić wygaszony w 2015 r. wielki piec w Granite City. Szef tego amerykańskiego koncernu stalowego Davide B. Burritt powiedział, że decyzja prezydenta ma kluczowe znaczenie dla interesów Stanów Zjednoczonych i "przywództwo, jakie ta administracja wykazała w zakresie reformy podatkowej, jest po prostu znakomite".

Wojna celna z 2002 r. była katastrofą tak dla Europy, jak i USA

Karolina Baca-Pogorzelska

karolina.baca@infor.pl

@BacaPogorzelska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.