Dziennik Gazeta Prawana logo

Mafia na pełnym legalu

Mafia na pełnym legalu
18 czerwca 2019
Ten tekst przeczytasz w 15 minut

Naloty zagranicznych śledczych na polskie siedziby firm wydawały się do tej pory czymś nie do pomyślenia. A jednak to właśnie spotkało właścicielkę małego przedsiębiorstwa transportowego

Strach starej Europy przed polskim hydraulikiem, który po rozszerzeniu UE miał zabrać pracę miejscowym fachowcom, szybko się ulotnił. Okazało się, że pracownik ze Wschodu jest dobry, tani i pożądany. Z całkiem innym przyjęciem na zachodnich rynkach spotkali się natomiast polscy przedsiębiorcy. Nawet dziś, po 15 latach od naszej akcesji, wiele państw członkowskich niechętnie widzi ich u siebie, stosując mniej lub bardziej subtelne metody, aby utrudnić działalność nowej konkurencji.

Nikt nie odczuł tego mocniej niż polska branża międzynarodowego transportu drogowego. Mimo że to właśnie ten sektor chyba najbardziej skorzystał na wejściu do UE i otwarciu granic, bo rośnie nieprzerwanie od 2004 r. W ciągu niespełna dekady z gracza średniej wielkości staliśmy się w Europie transportowym potentatem. Obecnie pod względem wielkości przewożonych ładunków jesteśmy liderem w UE z ponad 17,5-proc. udziałem w rynku. Jeśli wziąć pod uwagę wyłącznie przewozy międzynarodowe, to polskie firmy odpowiadają za 1/3 z nich. Utrzymują pozycję lidera pomimo protekcjonistycznych polityk starych krajów członkowskich. Najpierw były to przepisy o płacy minimalnej, które przyjęły Niemcy (tzw. ustawa MiLoG) czy Francja (ustawa Macrona, ówczesnego ministra gospodarki). Zobowiązywały one zagranicznych przewoźników działających na ich terenie do płacenia kierowcom przynajmniej najniższej stawki krajowej (np. we Francji było to początkowo 9,61 euro za godzinę), a także wprowadzały dla nich dodatkowe wymogi administracyjne. Wprawdzie Polska złożyła w 2015 r. skargę do Brukseli na niemiecką ustawę o płacy minimalnej (pierwotnie miała ona być stosowana do nawet w przypadku kierowców przejeżdżających przez ten kraj tranzytem), ale postępowanie Komisji Europejskiej trwa do tej pory. Potem przewoźnicy zostali objęci przepisami unijnej dyrektywy o pracownikach delegowanych, co dla polskich firm zajmujących się transportem międzynarodowym w niedalekiej przyszłości znowu będzie oznaczało dodatkowe obowiązki i koszty (polski i węgierski rząd zaskarżyły dyrektywę do Trybunału Sprawiedliwości UE).

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.