Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Rynek z uwagą patrzy NBP na ręce

10 stycznia 2021
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Analitycy zastanawiają się, czy inwestorzy będą chcieli przetestować, jak bardzo polski bank centralny jest zdeterminowany, by osłabiać złotego

Około 4,50 zł za euro, ewentualnie przedział między 4,40 a 4,50 zł za euro – to według ekonomistów banku Pekao SA minimalny akceptowany przez Radę Polityki Pieniężnej poziom kursu złotego. Oczywiście ani RPP, ani nikt z Narodowego Banku Polskiego nie ogłosił tego oficjalnie, ale taki wniosek można wysnuć na podstawie wypowiedzi niektórych członków rady i okoliczności, w jakich NBP dokonywał bezpośrednich interwencji na rynku pod koniec grudnia. Fakt ich przeprowadzania potwierdził prezes Adam Glapiński, a eksperci szacują na podstawie danych o rezerwach NBP i płynności w sektorze bankowym, że ich wielkość wynosiła 3‒5 mld euro. Taką pulę obcych walut kupił bank narodowy, by osiągnąć swój cel, czyli osłabić złotego na koniec roku. Na ostatnim fixingu NBP jedno euro wyceniano na ponad 4,61 zł, podczas gdy jeszcze w połowie grudnia kosztowało ok. 4,44 zł.

Z interwencyjnego osłabienia złotego zostało niewiele. Od kilku dni poziom kursu oscyluje wokół 4,51 zł za euro, a to już blisko do „progu bólu” wyznaczonego dla NBP przez rynek. Dlatego eksperci uważnie patrzą NBP na ręce. Bo bank centralny stał się zakładnikiem własnych działań i deklaracji: nie tylko skupował waluty, lecz także ustami członków RPP oraz prezesa zaznaczył, że nie chce umocnienia złotego, postrzegając je w obecnej sytuacji gospodarczej jako szkodliwe.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.