Dziennik Gazeta Prawana logo

Forex coraz bardziej popularny wśród inwestorów indywidualnych

29 czerwca 2018

Żeby efektywnie inwestować na rynku walutowym wystarczy mieć do dyspozycji kilka tysięcy złotych. I być świadomym ryzyka, jakie się podejmuje.

Odkąd brokerzy oferują elektroniczne platformy handlu, forex stał się bardziej dostępnym rynkiem dla inwestorów indywidualnych.

- Zainteresowanie tym rynkiem w tej grupie rośnie - ale na pewno nie jest ono tak duże, jak w przypadku rynku akcji. Ciągle forex jest zdominowany przez instytucjonalnych graczy, ale dzięki nowym technologiom staje się on coraz bardziej dostępny dla osób fizycznych - mówi Przemysław Kwiecień z XTrade Brokers.

Według Czcibora Dawida, wiceprezesa TMS Brokers, grono zainteresowanych rynkiem walutowym stale się powiększa.

- Ten krąg dość szybko rośnie. Nie ma statystyk dotyczących wielkości rynku. Można szacować, że liczba aktywnie inwestujących to w Polsce 20-30 tys. osób - ocenia.

Żeby zacząć inwestować na koreksie, trzeba mieć rachunek inwestycyjny. Można go otworzyć w którejś z firm brokerskich, które specjalizują się w tego typu usługach - ale inwestowanie w waluty zaczynają oferować też domy maklerskie, które wcześniej zajmowały się tylko rynkiem papierów wartościowych. Już na etapie otwierania rachunku inwestor indywidualny może napotkać pierwszą barierę: wymóg minimalnej wpłaty. Może ona wynosić 1-2 tys. zł.

Teoretycznie na foreksie może inwestować każdy, kto ma na to ochotę i pieniądze. Analitycy podkreślają jednak, że to rynek bardzo ryzykowny. Przy zawieraniu transakcji wykorzystywany jest bowiem mechanizm dźwigni finansowej. Najczęściej dźwignia wynosi 1 do 100. Żeby system przyjął zlecenie, trzeba wpłacić depozyt o wartości 1 proc. transakcji. To powoduje, że przy zaangażowaniu stosunkowo niewielkich kwot - np. 1000 euro - zawiera się transakcje o wielokrotnie większej wartości: w tym przypadku 100 tys. euro. I to od wartości transakcji liczone są potencjalne zyski. Ale straty także.

- Trzeba być świadomym ryzyka, jakie wiąże się z danym typem inwestycji. Jeśli ktoś otwiera rachunek inwestycyjny, żeby zapisać się np. na akcje dużego banku, a potem przez kilka dni modli się, żeby na nich zarobić - to taka osoba nie jest świadoma ryzyka inwestycyjnego. I nie powinna inwestować na foreksie - mówi Przemysław Kwiecień.

- To jest rynek dla inwestorów indywidualnych, ale ci mniej doświadczeni powinni być bardziej ostrożni przy wykorzystywaniu dźwigni walutowej - uważa Czcibor Dawid, wiceprezes TMS Brokers.

Ile trzeba mieć na start? To zależy od pary walutowej, na jakiej inwestor zamierza grać. Jednostka transakcyjna to tzw. lot - wynosi on 100 tys. jednostek waluty bazowej (pierwszej z pary walut, w jaką się inwestuje). Jeśli waluta bazowa ma stosunkowo niski nominalny kurs wobec złotego, to depozyt też będzie stosunkowo niski.

- Żeby myśleć o w miarę efektywnym inwestowaniu, kwota 5 tys. zł jest absolutnym minimum. Przy niej można myśleć już o jakiejś strategii - mówi Przemysław Kwiecień.

Jednak na polskim rynku pojawiają się oferty, gdzie jednostką transakcyjną jest minilot (czyli 10 tys. jednostek), a nawet mikrolot (1000 jednostek).

- To umożliwia otwarcie pozycji przy depozytach rzędu kilkudziesięciu złotych. Dzięki temu na rynek walutowy mogą wejść inwestorzy z mniejszym doświadczeniem. Taką inwestycję mogą traktować np. jako zabezpieczenie przed zmianą kursu walut przy walutowym kredycie hipotecznym. Przy kwocie 1-2 tys. zł można już taki portfel zoptymalizować - mówi Czcibor Dawid.

Według analityków zawsze warto dążyć do zmniejszenia dźwigni. To oznacza, że posiadając np. 10 tys. zł, staramy się zawrzeć transakcję, która zaangażuje jako depozyt np. 1 tys. zł. W takim układzie realnie lewar nie wynosi 1 do 100, ale 1 do 10.

Marek Chądzyński

marek.chadzynski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.