Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Deprecjacja złotego zagroziłaby stabilności finansów

23 kwietnia 2009

Zdaniem Charlesa Wyplosza interwencje walutowe, podjęte przez Narodowy Bank Szwajcarii w celu osłabienia kursu franka, rodzą ryzyko tzw. konkurencyjnych dewaluacji, zagrażających stabilności światowego systemu monetarnego. Przywołuje on również przykład Polski jako kraju potencjalnie zainteresowanego opcją konkurencyjnej dewaluacji. Z kilku przyczyn trudno zgodzić się z tymi tezami. Jak dotąd, celem Narodowego Banku Szwajcarii nie jest osłabienie kursu franka, ale zapobiegnięcie jego dalszej aprecjacji. To spora różnica. Taka strategia NBS wynika zapewne z przekonania, że trwałe i znaczące osłabienie kursu waluty krajowej za pomocą interwencji walutowych może się nie udać. W ostatnich miesiącach inwestorzy kupowali franka głównie dlatego, że nie chcieli inwestować w bardziej ryzykowne aktywa nominowane w innych walutach. Nie można wykluczyć, że globalna awersja do ryzyka utrzyma się na podwyższonym poziomie jeszcze przez kilka kwartałów, co czyniłoby franka nadal walutą tzw. bezpiecznego portu. W takiej sytuacji nawet znaczące interwencje walutowe dokonywane w celu osłabienia franka mogłyby nie przekonać inwestorów, żeby wybierali inną przystań. Niska skuteczność interwencji walutowych mogłaby w takiej sytuacji doprowadzić do obniżenia wiarygodności banku centralnego i spadku skuteczności ewentualnych kolejnych interwencji.

W 2008 roku udział PKB Szwajcarii w światowej produkcji wyniósł 0,8 proc. To za mało, aby działania szwajcarskiego banku centralnego mogły spotkać się z odwetem ze strony władz monetarnych największych gospodarek. Z kolei w przypadku pary euro - dolar dla skuteczności ewentualnej interwencji konieczne jest jej wspólne przeprowadzenie przez Europejski Bank Centralny i Rezerwę Federalną. Biorąc pod uwagę stan koniunktury w obu gospodarkach, najprawdopodobniej żaden z banków centralnych nie zgodzi się na interwencję skutkującą umocnieniem krajowej waluty. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku jena. Dlatego Fed i Bank Japonii decydują się na ilościowe rozluźnienie (kreację pieniądza), bo takie działania może podejmować bez konsultacji z innymi bankami. Prowadzi to do wniosku, że konkurencyjne deprecjacje wskutek interwencji walutowych będą domeną małych gospodarek, które mają niewielki wpływ na międzynarodowy system.

Trudno zgodzić się tezą prof. Wyplosza, że Polska mogłaby być zainteresowana konkurencyjną deprecjacją. Można szacować, że przy kursie złotego do euro (około 4,30) polska waluta jest nadal niedowartościowana. Jej znaczące i trwałe osłabienie (np. o 10 proc.) w stosunku do tego poziomu rodziłoby istotne ryzyko dla stabilności systemu finansowego. Właśnie to ryzyko skłoniło rząd do sprzedaży środków unijnych bezpośrednio na rynku walutowym. Zagrożenie to było również jedną z przyczyn skoordynowanej interwencji werbalnej NBP i banków centralnych Czech, Węgier i Rumunii. Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie konkurencyjne osłabienie waluty krajowej nie będzie powszechnie stosowanym przez banki centralne narzędziem. I jest to jeden z tych elementów, który odróżnia obecny kryzys od Wielkiej Depresji.

a46b60f0-a554-4fcd-a9ec-2bad0583e96a-38899789.jpg

Pozostało 91% treści
Możesz czytać nasze artykuły dzięki partnerowi PWC.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.