Budżet: oszczędzać należy w czasie dobrej koniunktury
Ekonomiści od dawna zwracają uwagę, że poszczególne rządy nie wykorzystują dobrej koniunktury, by zmniejszać deficyt i dążyć do zrównoważenia budżetu.
- Plan Hausnera, który zakładał częściowe uelastycznienie budżetu, nie został wprowadzony, bo koniunktura zaczęła się poprawiać. Gdyby on w pełni wszedł w życie, to po przeprowadzeniu wszystkich reform już w 2008 roku moglibyśmy mieć nadwyżkę. To byłby świetny punkt wyjścia do rozwiązania problemów, które mamy teraz - mówi Jacek Wiśniewski, ekonomista Raiffeisen Bank.
Od 2005 roku wydatki rosły proporcjonalnie do wzrostu PKB, a nawet nieco szybciej. Jednocześnie nie zmieniła się struktura budżetu - nadal około 3/4 wydatków to nakłady zapisane w innych ustawach. Bez zmiany przepisów są nie do ruszenia.
- Wydatki inwestycyjne, ważne z punktu widzenia rozwoju gospodarki, nie są obwarowane ustawami, więc z nich zrezygnować jest najłatwiej. Rząd ma tu związane ręce, bo jest duża liczba wydatków, z którymi nic się nie da zrobić. Choć z drugiej strony ta sztywność jest umowna, wystarczy zmienić ustawę - mówi Jacek Wiśniewski.
Według rozmówców GP, aby w przyszłości uniknąć napięć, jakie czekają budżet w tym roku, trzeba zmierzyć się z problemem wydatków sztywnych, przede wszystkim z transferami socjalnymi.
- Relacja przeciętnej emerytury do wynagrodzenia jest u nas jedną z najwyższych w Europie. Trzeba zmienić mechanizm waloryzacji, uzależnić go tylko od inflacji, bo w takim kształcie jak dziś wydatki na emerytury i renty to jeden z elementów, które powiększają deficyt strukturalny - mówi Mirosław Gronicki, były minister finansów, dziś doradca Goldman Sachs.
- Najwięcej do zrobienia jest w transferach socjalnych. Zasada indeksacji to kula u nogi. Żeby MF miało większą kontrolę nad wydatkami, należałoby je w jak największym stopniu odsztywnić. Pełne uelastycznienie wydatków to rezygnacja z indeksacji - dodaje Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów, ekspert Business Centre Club.
Obaj są zdania, że szanse na zmiany wydatków emerytalnych są bardzo małe i rząd miał małe pole manewru, szukając oszczędności. Krytykują jednak wybrany wariant.
- Minister finansów wystąpił w roli osoby, która dba o budżet centralny. Wypychając wydatki rzędu 10 mld zł na inwestycje drogowe poza budżet, poczynił pewną oszczędność, ale nie w skali całego sektora - mówi Gomułka.
- To, z czym mamy do czynienia, to zmniejszenie limitów wydatków, a nie trwałe oszczędności w sensie budżetowym. Jeśli zmniejszamy limity, to niekoniecznie zmniejszamy zobowiązania, być może trzeba je będzie w przyszłości sfinansować - dodaje Mirosław Gronicki.
Jego zdaniem rząd powinien zastanowić się nad innymi niż tylko emisja długu formami finansowania ewentualnego wzrostu deficytu.
- Skoro państwo finansuje się wzrostem zadłużenia, zaniedbując inne formy, to rację ma minister finansów, dążąc do utrzymania deficytu na zaplanowanym poziomie - mówi Mirosław Gronicki i dodaje, że w swoich zasobach rząd ma wiele tzw. niepracujących aktywów. Jego zdaniem, sprzedaż państwowych firm oraz wyprzedaż niepotrzebnego majątku Skarbu Państwa pozwoliłaby na zmniejszenie deficytu.
wiceminister finansów
Struktura budżetu jest uzależniona od ustaw, które określają poziom niektórych wydatków. Trzeba poza tym pamiętać, że ewentualne cięcia muszą być prowadzone tak, żeby nie spowodować perturbacji w realizowaniu zadań publicznych, nie zahamować tempa rozwoju i nie wpływać na poziom dochodów ludności. W tym kontekście bardzo trudno jest powiedzieć, gdzie szukać oszczędności. Najłatwiej pewnie szukać ich w wydatkach, które wynikają z funkcjonowania samej administracji. Można np. czegoś nie kupić. Ale nie ma prostych rozwiązań. Nawet gdybyśmy teraz mieli budżet zadaniowy, to pewnie wyszłoby na to samo. W czasie ostatnich dyskusji w Kancelarii Premiera rozmowy przebiegały właśnie pod kątem finansowania zadań. To był wybór, który polegał na tym, jakie zadania mogą być realizowane mniejszym kosztem, a jakie przesunięte na później. Co do odsztywnienia niektórych wydatków, np. zaprzestania waloryzowania emerytur i rent, to taki ruch mógłby spowodować więcej szkody niż korzyści. Brak waloryzacji może ograniczyć popyt konsumpcyjny, który z kolei przełoży się na spadek sprzedaży i wyhamowanie produkcji. A to oznacza mniejsze dochody do budżetu.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.