Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Euro uratowano tylko dzięki naciskowi Waszyngtonu

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 14 minut

Stany Zjednoczone wymusiły na Brukseli kosztowną walkę o ocalenie europejskiej waluty. USA obawiały się, że jej upadek całkowicie zrujnuje globalny rynek finansowy i ponownie wpędzi świat w kryzys

Spotkania ciągnące się długo w noc, 24-godzinne negocjacje, ponaglające telefony z Białego Domu - tylko dzięki pełnym napięcia spotkaniom ostatniej szansy i interwencji spoza Europy uniknięto możliwego upadku wspólnej europejskiej waluty.

Ambasada Kanady w Waszyngtonie. W ten wiosenny wieczór grupa najpotężniejszych decydentów świata zasiadła do kolacji przy 501 Pennsylvania Avenue. Temat dyskusji był śmiertelnie poważny: jak uratować europejską unię monetarną. Myśli ministrów finansów i szefów banków centralnych państw grupy G7, najbardziej uprzemysłowionych krajów świata, krążyły wokół zagrożenia, że problemy Grecji z długiem przerodzą się w ogólnoeuropejski kryzys i zdestabilizują globalny system finansowy.

- Nie można nie doceniać faktu, że Ameryka z rosnącym niedowierzaniem i niepokojem obserwowała niezdolność Europy do działania - wspomina Alistair Darling, były brytyjski minister skarbu, obecny na tym spotkaniu. - Przekaz był jasny: Dlaczego nie podejmujecie działań? Wiecie, że musicie coś zrobić.

Jedenaście dni wcześniej europejscy przywódcy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy obiecali Grecji pakiet pomocowy w wysokości 45 mld euro. Jednak podczas dyskusji przy 501 Pennsylvania Avenue ustalono, że to o wiele za mało. - Wyrażano bardzo poważne obawy przed zagrożeniem globalną zarazą finansową. Było jasne, że USA i MFW okażą pomoc - wspomina Olli Rehn, komisarz UE ds. polityki monetarnej.

Niemal sześć miesięcy później stało się jasne, że uczestnicy waszyngtońskiego spotkania zdążyli w samą porę. Bo euro, w przeciwieństwie do innych walut, jest czymś więcej niż środkiem płatniczym. To symbol aspiracji Europy, która jest zaangażowana w unikatowy eksperyment połączenia pokoju z prosperity.

Siedziba MFW w Waszyngtonie. O siódmej rano prezes Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet i grecki minister finansów Giorgos Papakonstantinu spotkali się gabinecie szefa MFW Dominique''a Straussa-Kahna. Tam zawarli porozumienie w sprawie pomocy dla Grecji. Po raz pierwszy od powstania wspólnej waluty w 1999 roku kraj miał zostać wyciągnięty znad przepaści w imię europejskiej jedności i globalnej stabilności finansowej.

Do 2 maja rachunek za uratowanie Grecji wzrósł do 110 mld euro, z czego 80 mld euro pochodziło ze strefy euro, a 30 mld euro z MFW. Jednak w ciągu kolejnych pięciu dni światowe rynki finansowe wpadły w panikę, co groziło pogrążeniem Irlandii, Portugalii i Hiszpanii, unijni liderzy byli zmuszeni do stworzenia drugiego planu na niewyobrażalną wcześniej skalę: powstał fundusz ochronny dla całej, liczącej 16 państw strefy euro, w wysokości 750 mld euro.

Siedziba UE w Brukseli. Historia powstania tego drugiego planu zaczyna się od innej kolacji: na szczycie europejskich premierów i prezydentów podano szparagi i turbota. Większość z uczestników spotkania była przyzwyczajona do reprymend ze strony władz UE za złe zarządzanie swoimi finansami publicznymi. Jednak tego wieczoru język był bardziej apokaliptyczny, niż ktokolwiek z nich wcześniej słyszał. Kiedy Trichet zabrał głos, żaden z liderów nie miał wątpliwości, że los euro zawisł na włosku.

- Trichet powiedział: "To nie jest tylko problem jednego kraju. To Europa. To świat. To sytuacja, która pogarsza się wyjątkowo szybko" - wspomina jeden z uczestników spotkania. Jeden z unijnych ambasadorów pamięta, jak spojrzał wówczas na prezydenta Francji. - Nicolas Sarkozy był biały jak ściana. Nigdy nie widziałem go tak bladego - mówi.

Dyskusja była pełna napięcia. Sarkozy wzywał EBC, by zaczął kupować obligacje rządowe w celu ożywienia rynków kredytowych. - Sarkozy krzyczał: "Dalej, przestańcie się wahać!" - wspomina jeden z europejskich decydentów. Francuski przywódca zyskał poparcie włoskiego premiera Silvia Berlusconiego, Jose Socratesa z Portugalii i innych premierów z Europy Południowej.

Jednak w obronie EBC stanęła kanclerz Niemiec Angela Merkel, która stwierdziła, że nie jest rolą unijnych przywódców wydawanie instrukcji bankowi centralnemu, którego niezależność jest zapisana w unijnych traktatach.

Szczyt mógł się przerodzić w bezproduktywne starcie między dwiema filozofiami unii monetarnej: niemiecką wizją fiskalnej wstrzemięźliwości i niezależności banku centralnego a francuską wizją "ekonomicznego rządu" dla Europy, kierowanego przez obieralnych polityków. W praktyce chodziło o to, by znaleźć rozwiązanie, zanim rynki azjatyckie otworzą się w poniedziałek. Szesnastu liderów poleciło Komisji Europejskiej opracowanie "mechanizmu stabilizacyjnego", który chroniłby strefę euro, i nakazało unijnym ministrom finansów spotkać się na nadzwyczajnej sesji w niedzielę 9 maja w celu przyjęcia planu.

Bruksela. - Zebraliśmy siły w sobotę rano i pracowaliśmy nad naszymi propozycjami przez 24 godziny, tak by były gotowe o pierwszej w nocy w niedzielę - opowiada Olli Rehn. Zrządzeniem losu ministerialne spotkanie zaczęło się z opóźnieniem. Wolfgang Schaeuble, niemiecki minister finansów, zaraz po przybyciu do Brukseli źle się poczuł i został przewieziony do szpitala. - Nieobecność Wolfganga była szokiem - wspomina Christine Lagarde, jego francuska odpowiedniczka. - Powiedziałam, nie możemy pracować bez Niemiec, poczekajmy. Ale to był problem, ponieważ czas uciekał. Wiedzieliśmy, że musimy zamknąć dyskusję przed otwarciem rynków azjatyckich, ponieważ euro znajdowało się w tym momencie na krawędzi. Schaeublego zastąpił Thomas de Maiziere, niemiecki minister spraw wewnętrznych, który został ściągnięty do Brukseli z niedzielnego spaceru po lesie pod Dreznem.

Plan Komisji zakładał powstanie wartego wiele miliardów funduszu ratunkowego dla strefy euro, który działałby pod kontrolą UE i sprzedawał obligacje wsparte gwarancjami rządowymi. Jednak Niemcy nie chciały funduszu pod auspicjami UE i nalegały, by każdy kraj potrzebujący pomocy finansowej otrzymywał ją tak jak Grecja, w formie bilateralnych pożyczek od innych rządów.

Po telekonferencji Merkel z Sarkozym osiągnięto jednak porozumienie, zgodnie z którym sumę pomocy podniesiono do zawrotnej kwoty 500 mld euro, 60 mld miało pochodzić z funduszy UE gwarantowanych przez budżet bloku, a 440 mld z gwarancji rządów państw strefy euro.

Sfinalizowanie porozumienia wymagało czasu. Inne rządy bały się zwrócić do swoich parlamentów tak szybko po pakiecie ratunkowym dla Grecji z kolejną prośbą o miliardy euro dla podupadających sąsiadów. Chciały innego mechanizmu, ale nikt nie mógł sobie wyobrazić, jaką formę mógłby on przybrać. Było po północy i Lagarde zaproponowała krótką przerwę. - Czułam presję. Cały czas patrzyłam na zegarek - mówi.

Według Rehna kompromis, który doprowadził do przełomu, był autorstwa Maartena Verveya, dyrektora ds. relacji międzynarodowych w holenderskim ministerstwie finansów. Zaproponował on "wehikuł do celów specjalnych", z prawem pozyskiwania funduszy wspierany przez warte 440 mld euro gwarancje rządowe. Niemcy, zadowolone, że wehikuł ten nie będzie się znajdował pod kontrolą Komisji i że widmo wspólnych obligacji strefy euro zostało oddalone, zasygnalizowały aprobatę.

Porozumienie pozwoliło EBC ogłosić, że rozpoczyna program skupu obligacji rządowych, by ustabilizować rynki. Ta decyzja wzbudziła wielkie kontrowersje w Niemczech, gdzie zinterpretowano ją jako ugięcie się pod francuską presją polityczną. Wkrótce okazało się, że Axel Weber, prezes niemieckiego banku centralnego, wyłamał się z grona swoich kolegów z EBC i głosował przeciwko tej decyzji.

Inicjatywa zdobyła jednak uznanie unijnych ministrów finansów, nawet jeżeli niektórzy z nich nie dawali tego po sobie poznać. - Decyzja EBC o interwencji była dobra i jak każda dobra decyzja powinna zostać podjęta wcześniej - komentował cierpko Jacek Rostowski.

W nocy 9 maja ministrowie finansów zyskali pewność, że EBC nie zostawi ich samych. - Byliśmy pewni poparcia EBC, ale Trichet chciał zachować twarz. "Żaden polityk nie będzie mi mówił, co mam robić, i tak dalej" - wspomina Darling. - Jeden lub dwóch ministrów napomknęło: "A co, jeżeli się nie zgodzi?". Ktoś powiedział: "Wtedy będziemy skończeni" - dodał.

Tego dnia wyszły na jaw inne trudności. Jedną z nich była konieczność podjęcia przez Hiszpanię i Portugalię zobowiązania do wprowadzenia nowych środków oszczędnościowych, by zmniejszyć presję na rynkach obligacji. W dodatku Wielka Brytania odmówiła wpłacenia jakichkolwiek pieniędzy do specjalnego funduszu, twierdząc, że ratowanie euro jest wyłącznie sprawą krajów należących do unii walutowej.

- Brytyjska propozycja nie była zbyt konstruktywna - mówi Anders Borg, szwedzki minister finansów. Wielka Brytania mogłaby od czasu do czasu zapłacić. W tak delikatnym momencie tak radykalne oświadczenie nie było specjalnie mądre i nie zostanie łatwo zapomniane.

Pomimo wszystko unijni liderzy odnieśli sukces - przynajmniej na chwilę - kupując sobie trochę czasu na przywrócenie porządku w strefie euro.

@RY1@i02/2010/202/i02.2010.202.186.0015.001.jpg@RY2@

Fot. Reuters/Forum

Podczas negocjacji na temat ratowania euro dochodziło do ostrych starć między prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym a kanclerz Niemiec Angelą Merkel

TŁUM. TK

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

Tony Barber

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.