Składka ma załatać deficyt
Powrót do wyższej składki rentowej, podwyżka niektórych stawek VAT i zmiany w akcyzie - to głównie pomysły na zwiększenie wpływów w przyszłorocznym budżecie. Ekonomiści mówią: spowolni to wzrost PKB, efektywniejsza byłaby reforma wydatków.
To już niemal pewne: rząd będzie chciał zwiększyć dochody. Świadczą o tym wypowiedzi członka Rady Gospodarczej przy premierze Dariusza Filara i szefa doradców premiera Michała Boniego. - Większość członków rady uważa, że obniżka składki rentowej była pochopna, bo nie poszły za nią żadne zmiany w wydatkach na renty - mówi "DGP" Dariusz Filar. Rada Gospodarcza będzie więc rekomendowała podniesienie składki rentowej i szukania dodatkowych wpływów z VAT.
Szczegółowy plan zmian nie jest opracowany, ale według naszego rozmówcy lepiej byłoby zwiększyć część składki płaconą przez pracowników. - To daje szansę poprawy na rynku pracy, bo nie zwiększa jej kosztów. Choć zdaję sobie sprawę, że obniżenie pensji netto jest bolesne - mówi Filar. I dodaje: - To nie są łatwe wybory.
Drugi sposób zwiększenia dochodów, nad którym dyskutowała rada, to wzrost niektórych preferencyjnych stawek VAT. Eksperci spekulują, że dotyczyłoby to tych usług i towarów, bez których przeciętny konsument może się stosunkowo łatwo obejść, np. przeloty samolotem. Analitycy uważają, że na tych zmianach się nie skończy. Dodatkowe źródło to akcyza. MF już pośrednio zapowiedziało jej wzrost w założeniach do przyszłorocznego budżetu. Prawdopodobnie o 4 proc. skoczą stawki akcyzy na wyroby tytoniowe.
W żadnej z propozycji, o których mówią doradcy premiera, nie ma zmian stawek podatku dochodowego. Według Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Invest-Banku, to dobrze. Wzrost obciążeń w podatkach osobistych oznaczałby uderzenie w dochody. Polacy bogaciliby się znacznie wolniej, byliby gorzej zmotywowani, żeby podejmować legalną pracę. Jeśli już jednak rząd zdecyduje się na zmiany w podatkach osobistych, to prawdopodobnie dotyczyłyby najbogatszych grup podatników. Bo taka operacja napotka najmniejszy społeczny opór.
Rząd będzie musiał manewrować, żeby zbyt silnym zaciskaniem pasa nie zdusić rozpędzającej się gospodarki. - Zwiększenie podatków zmniejszy popyt krajowy. Skoro jednak nie ma przyzwolenia na cięcie wydatków, trzeba szukać dodatkowych wpływów. Coś za coś - mówi Mirosław Gronicki, były minister finansów. Dodaje, że Polska musi odbudowywać dochody finansów publicznych, które w 2009 roku drastycznie spadły w stosunku do PKB.
- Tylko trzy kraje w Europie odnotowały podobny spadek: Grecja, Wielka Brytania i Hiszpania. Czyli te państwa, w które kryzys uderzył najbardziej. Obniżenie składki rentowej być może ułatwiło nam przejście przez kryzys, ale na trwałe zmniejszyło dochody sektora finansów publicznych - mówi Gronicki.
Piotr Bielski z BZ WBK dodaje, że podwyżki podatków powinny być tylko uzupełnieniem szerszego planu zmian w finansach publicznych. Główny akcent musi paść na zmiany w wydatkach.
- Takie korekty też mają negatywny wpływ na PKB, ale trwa on krótko i nie podkopuje konkurencyjności gospodarki. Długofalowo może ją nawet wzmocnić - mówi Bielski. I dodaje, że samo szukanie dochodów to za mało. Polska może zostać w tyle za krajami, które już rozpoczęły kompleksowe reformy finansów.
@RY1@i02/2010/144/i02.2010.144.000.004a.001.jpg@RY2@
Fot. Maciej Biedrzycki/Forum
Jan Krzysztof Bielecki, Jacek Rostowski, Donald Tusk i Michał Boni
Marek Chądzyński
marek.chadzynski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu