W oszczędzaniu musimy gonić Unię Europejską
Rząd liczył, że Polska bezboleśnie prześlizgnie się przez światowy kryzys ekonomiczny. Ekonomiści twierdzą, że to się nie uda. Bez radykalnych reform i cięć wydatków się nie obejdzie.
Plan ministra finansów Jacka Rostowskiego zakładał zbicie deficytu finansów publicznych z 7,1 proc. w 2009 r. do wymaganych przez Unię 3 proc. w 2012. Był bezpieczny politycznie i ekonomicznie przy założeniu, że kryzys w Europie się kończy i wzrost gospodarczy nam dopisze.
Problem w tym, że końca kryzysu nie widać. Choć większości krajów Unii Europejskiej udało się wielomiliardowymi pakietami pomocowymi nieco pobudzić gospodarki, wpadły w ogromne długi. Aby uniknąć losu Grecji, zaczynają jeden po drugim ciąć wydatki. Hiszpania planuje oszczędzić w dwa lata 15 mld euro, Niemcy przez pięć lat - 50 mld euro. Zamrażają płace w budżetówce, tną pomoc socjalną.
W Polsce żadnych cięć nie przewidywano. Sprawę miało załatwić wprowadzenie tzw. reguły wydatkowej, która ograniczyłaby wydatki do poziomu inflacja plus 1 proc. Zdaniem ekonomistów osiągnęłaby ona swój cel tylko przy wysokim wzroście gospodarczym.
Rząd zapowiedział też bardzo ograniczoną reformę emerytur. Najbardziej radykalne zmiany dotyczą służb mundurowych. Prawo do świadczeń już po 15 latach utracą tylko nowo wstępujący np. do policji czy wojska. Wyraźne efekty w postaci oszczędności zobaczymy dopiero za 10 - 20 lat. Kosmetyczne mają też być zmiany w KRUS (objęcie wyższą składką bogatych rolników), które i tak trudno będzie przeforsować ze względu na opór koalicyjnego partnera.
W krótkim czasie założone działania mogą zmniejszyć dziurę w finansach publicznych o góra kilkanaście miliardów złotych.
Dlatego zdaniem ekonomistów bez ostrych cięć i tak się nie obejdzie. - Bez nich nie da się obniżyć deficytu, który wynosi 100 mld zł. Przyjęty pakiet działań nie generuje potrzebnych oszczędności - mówi Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP.
By zmniejszyć deficyt do wymaganych przez Unię 3 proc., trzeba znaleźć dodatkowe 60 - 70 mld zł. To ogromne pieniądze.
Będzie to tym trudniejsze, że między bajki można włożyć zapisany w lutowym planie konwergencji przyszłoroczny wzrost gospodarczy na poziomie 4,5 proc. W Unii na skutek cięć wydatków spadnie popyt, a na rynek wspólnoty trafia 80 proc. naszego eksportu. Rząd już spuszcza z tonu, bo jak ujawnił minister Michał Boni, założenia budżetowe będą opierać się na 3,5-proc. wzroście PKB.
Ekonomiści przewidują, że w 2012 roku realniejszy będzie deficyt 5-proc., czyli o 30 mld wyższy od założonego. A dług może przekroczyć nawet 55 proc. Wówczas mielibyśmy do czynienia z budżetowym kataklizmem. Zgodnie z konstytucją rząd musiałby przygotować kolejny budżet już bez deficytu, a więc gwałtownie ciąć wydatki.
- W chwili, gdy politycy powinni zapowiadać krew, pot i łzy, obiecują podwyżki dla nauczycieli, ulgi dla studentów i nieruszanie wieku emerytalnego. Tak się nie da. Kiedyś mieliśmy być drugą Japonią, potem drugą Irlandią, ale teraz grozi nam, że będziemy drugą Grecją - mówi prof. Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha.
Rząd, który ma swojego prezydenta, powinien odważyć się na śmielsze reformy.
Największe oszczędności dałoby okrojenie dużych pozycji w budżecie. Wynagrodzenia w administracji to 26 mld złotych. Zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Invest-Banku, powinno się zamrozić wzrost wynagrodzeń w administracji i zredukować zatrudnienie. Tak robią Grecja, Hiszpania, a nawet Francja, która zapowiedziała redukcję liczby urzędników docelowo aż o 100 tys. Kolejna propozycja to rezygnacja ze sztywnych wydatków na wojsko. Ustawa o modernizacji sił zbrojnych przewiduje, że będzie to 1,95 proc. PKB.
Borowski proponuje także zmniejszenie zasiłków chorobowych, które wynoszą 80 proc. wynagrodzenia. Obecnie FUS wypłaca na ten cel 6 mld zł rocznie. Kolejne pozycje to zasiłki pogrzebowe, które waloryzowane są o wskaźnik wzrostu wynagrodzeń, a nie inflację (0,5 mld zł oszczędności).
Największe oszczędności dałoby zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, a nawet podniesienie go dla wszystkich do 67 lat, jak robią Niemcy. To, z przyczyn politycznych, najtrudniejsza decyzja.
@RY1@i02/2010/129/i02.2010.129.000.005a.001.jpg@RY2@
Hasło, że jesteśmy zieloną wyspą, już nie wystarczy. Polska potrzebuje prawdziwych reform
Paweł Rożyński
Grzegorz Osiecki
dgp@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu