Słabe euro pomaga niemieckim przedsiębiorcom w walce z kryzysem
Coraz słabsze euro wspiera niemiecki przemysł. Widać to wyraźnie w danych o kwietniowej produkcji przemysłowej największej gospodarki UE. To dobra informacja dla polskich przedsiębiorstw.
Wzrost niemieckiej produkcji był większy, niż spodziewali się ekonomiści. Według opublikowanych wczoraj danych sięgnął 0,9 proc. w ciągu miesiąca, choć według analityków miał wynieść 0,7 proc. W porównaniu z kwietniem ubiegłego roku produkcja wzrosła o 13,3 proc. Co więcej, rośnie liczba nowych zamówień w przemyśle, i to drugi miesiąc z rzędu.
Firmom zza naszej zachodniej granicy służy słabe euro, które generuje wzrost niemieckiego eksportu.
- Wzrost jest silniejszy, niż wielu się wcześniej spodziewało. Niemcy korzystają na słabym euro. Jest nadzieja, że dzięki temu spowolnienie w europejskiej gospodarce, które mogłoby być spowodowane kryzysem w kolejnych miesiącach roku, zostanie częściowo zniwelowane - mówił wczoraj agencji Bloomberg Simon Junker, ekonomista Commerzbank AG we Frankfurcie.
Wczorajsze informacje z niemieckiej gospodarki nieco łagodzą obawy, które wywołały doniesienia z poniedziałku o planie oszczędnościowym przyjętym przez rząd w Berlinie. Cięcia w wydatkach rzędu 50 mld euro w ciągu pięciu lat muszą uderzyć w niemiecki popyt krajowy - mówią ekonomiści.
Polscy przedsiębiorcy zdają sobie z tego sprawę. Popyt w Niemczech dla polskiej gospodarki jest ważny, bo właśnie na ten rynek kierujemy jedną czwartą eksportu. W I kwartale tego roku sprzedaż polskich towarów za Odrę była warta ponad 6,7 mld euro.
- Jeśli Niemcy będą szukać oszczędności głównie w wydatkach socjalnych, byłoby to bezpośrednie uderzenie w popyt. Podobnie będzie w przypadku podwyżek podatków. Jeśli jednak cięcia będą dotyczyć np. administracji czy inwestycji, wówczas nasz eksport ucierpi mniej - mówi Piotr Soroczyński, ekonomista Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych.
Dodaje jednak, że nie wierzy w załamanie polskiego eksportu do Niemiec, a spadek sprzedaży na Zachód w skali, jaką obserwowaliśmy na przełomie 2008 i 2009 roku, jest mało prawdopodobny. W pierwszych trzech miesiącach 2009 roku wartość sprzedaży polskich towarów do Niemiec skurczyła się o 14 proc. do niespełna 6,3 mld euro wobec 7,2 mld euro rok wcześniej.
W czarny scenariusz wątpi także Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ. Przypomina, że załamanie sprzed półtora roku było spowodowane gwałtownym wstrzymaniem produkcji przez zachodnie firmy, co wiązało się z bardzo złymi ocenami perspektyw gospodarki. Teraz jest inaczej: niemiecki przemysł nabiera rozpędu zachęcony rosnącym popytem z zagranicy - np. z Azji.
- Świadczą o tym choćby dane o kwietniowej produkcji - mówi Winek.
Analitycy dodają, że paradoksalnie ograniczenie wydatków socjalnych w niemieckiej gospodarce może być szansą dla polskich eksporterów sprzedających produkty gotowe - np. żywność.
- Są w stanie oferować produkt o podobnych parametrach, tyle że tańszy. To może kompensować spadek popytu, jesli eksporterzy z Polski będą w stanie na rynku rozpychać się łokciami - mówi Piotr Soroczyński.
Dariusz Winek dodaje, że nie bez znaczenia będzie kurs złotego. Na razie euro utrzymuje się w okolicach 4 zł. To jest poziom, przy którym polski eksport jest konkurencyjny cenowo.
@RY1@i02/2010/110/i02.2010.110.000.018a.001.jpg@RY2@
Niemcy: główny kierunek polskiego handlu zagranicznego
Marek Chądzyński
marek.chadzynski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu