Rostowski musi udowodnić, że potrzebuje kredytu
Trwa przeciąganie liny między bankiem centralnym a resortem finansów w sprawie elastycznej linii kredytowej (FCL) z Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Zarząd NBP zgodzi się na nią, jeżeli minister Jacek Rostowski udowodni, że wystąpiły czynniki fiskalne mogące mieć wpływ na bilans płatniczy kraju.
Zarząd banku centralnego nad tą decyzją radził wczoraj przez kilka godzin. W końcu ustalił, że poprze wniosek ministra finansów, ale na swoich warunkach. Poza udowodnieniem, że finanse publiczne potrzebują wsparcia, Rostowski miałby ponieść tzw. opłatę za gotowość. Dotąd płacił ją NBP. Już od decyzji samego ministra finansów miałoby zależeć, jakiej wysokości byłby kredyt w MFW. Linia umożliwia zaciągnięcie kredytu do wysokości 20,5 mld dol., roczny koszt utrzymywania linii to około 50 mln dol.
Stanowisko zarządu banku centralnego oznacza, że pełniłby jedynie funkcję agenta, a cała odpowiedzialność i koszty kredytu spadłyby na rząd. Resort finansów na razie milczy w tej sprawie. Nie jest jednak tajemnicą, że liczył na przedłużenie kredytu na dotychczasowych warunkach. Teraz ma w ciągu kilku dni przeanalizować stanowisko zarządu NBP i podjąć decyzję, co dalej.
Przedłużenia linii kredytowej z MFW na dotychczasowych warunkach domagała się od władz NBP także Rada Polityki Pieniężnej. Przyjęła nawet specjalną uchwałę w tej sprawie. Uznała, że skoro kredyt ma służyć jako ewentualne wzmocnienie rezerwy, to dotyczy to polityki monetarnej. A ta leży w kompetencji rady.
- To wygląda na zamierzoną złośliwość, granie na to, że rząd ma problemy fiskalne, a NBP nie potrzebuje tych pieniędzy. Chociaż niedawno potrzebował 16 mld zł rezerwy, teraz nie potrzebuje 20 mld dol.? - komentuje stanowisko władz NBP prof. Jan Winiecki z RPP.
Jeszcze tydzień temu zarząd banku ogłaszał, że nie widzi potrzeby przedłużania linii kredytowej z MFW. Zarząd argumentował, że wzmocnienie rezerw nie jest konieczne, gdyż ich obecny poziom - 85 mld dol. - jest wystarczający. Wcześniej pojawiały się też argumenty, że w przeciwieństwie do ubiegłego roku, gdy złoty leciał w dół, w tym roku zagrożeniem stało się szybkie wzmacnianie polskiej waluty. A zgoda na FCL może wzmocnić tendencje do aprecjacji. Jednak od momentu zaostrzenia greckiego kryzysu złoty zaczął gwałtownie tracić i ta sytuacja stała się kolejnym argumentem za przyznaniem linii.
Grzegorz Osiecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu