Spór o zysk rozstrzygnie Trybunał
Członkowie RPP delegowani przez Lecha Kaczyńskiego są zwolennikami jak najwyższej rezerwy na ryzyko kursowe. A rekomendowani przez koalicję rządzącą uważają, że na wynikach NBP powinien skorzystać budżet
Oczywiście, że tak. Temu służy uchwalona zmiana zasad funkcjonowania rezerwy. Ale to nie doprecyzowanie, ale istotna zmiana. Uchwała nakazuje uwzględniać tylko sytuację, gdy w wyniku zmiany kursu złotego powstaje niezrealizowana nadwyżka. Ale już nie taką, gdy pojawia się strata kursowa. To złamanie istoty funkcji tej rezerwy po to, by wypompować z banku centralnego dodatkowe pieniądze do budżetu, by w części załatać dziurę budżetową.
Reguła rządząca rezerwą nie może być zmieniana w zależności od doraźnych potrzeb w danym roku.
Uchwałę potraktowano w sposób instrumentalny, faktycznie tylko do obliczenia zysku za 2009 r. Bo w tym roku zapowiada się trwała aprecjacja, czyli wartość walut tworzących rezerwę spadnie i zamiast niezrealizowanych przychodów będą koszty. Tymczasem na mocy nowej uchwały nie można ich uwzględnić.
Ma zewnętrzne, niezależne opinie prawne, że uchwała nie może działać wstecz, i Rada Polityki Pieniężnej ma tego świadomość. Poza tym zarząd zwrócił się do EBC o opinię. Mamy czas do końca kwietnia, po co się spieszyć.
Zarząd skieruje uchwałę do Trybunału Konstytucyjnego. I najprawdopodobniej dopóki Trybunał się nie wypowie, realizacja uchwały będzie wstrzymana.
Takiego scenariusza nie należy wykluczać. Zarząd zapewnie wyliczy zysk na podstawie dotychczasowej uchwały, a Rada zmieni wynik finansowy w oparciu o uchwałę nową.
I to jest możliwe, chociaż uchwała Rady jest jednak wiążąca. Sądzę, że ta sprawa zostanie rozwiązana przez Trybunał Konstytucyjny jeszcze w tym roku.
Na pewno interesy budżetu wchodzą w grę. Tam gdzie są pieniądze, tam polityka. Rządzącym zawsze zależy na pokazaniu jak najlepszego obrazu finansów publicznych. Jeśli pan to rozumie jako politykę, to można się z tym zgodzić.
Tę informację przeczytałem w prasie samodzielnie. Dziwnym jednak przypadkiem występuje zbieżność między decyzją przegłosowaną przez większość RPP a interesami resortu finansów. Tylko tyle mogę powiedzieć.
Ja przez nikogo nie mogłem być inspirowany. Decyzja o zmianie uchwały była analizowana już w lutym i połowie marca. I od początku wypowiadałem się przeciwko tej uchwale. Zawsze twierdziłem, że proponowana zmiana zasad działania rezerwy na ryzyko kursowe to ukryta maszyna drukarska do emisji pustego pieniądza. A temu będę się zawsze przeciwstawiał.
@RY1@i02/2010/066/i02.2010.066.000.008a.001.jpg@RY2@
Fot. Seweryn Soltys/Fotorzepa
prof. Andrzej Kaźmierczak, ekonomista, członek Rady Polityki Pieniężnej
, ekonomista, członek Rady Polityki Pieniężnej
Tu chodzi o doprecyzowanie zasad. Zamknęliśmy furtkę dającą zarządowi NBP możliwość obliczenia wysokości rezerwy w sposób, który podwójnie liczy tzw. niezrealizowane koszty. Zmiana może wpływać na wielkość zysku. W efekcie może być więcej pieniędzy dla budżetu. Oczywiście zarząd może sądzić, że potrzebuje więcej na rezerwy.
Pozornie lepiej jest siedzieć na większej liczbie worków z pieniędzmi. Ale do interwencji, które miałyby złagodzić krótkotrwałe deprecjacje złotego, obecne zasoby walut są nawet za duże. Z kolei, by przeciwstawić się trendowi zmiany kursu (gdy gospodarka wykazuje trwałe zniekształcenia), nie wystarczą żadne rezerwy. Rezerwy największych gospodarek świata niewiele przekraczają dzienne obroty światowego rynku walutowego. Przekonała się o tym Wielka Brytania w 1992 r., gdy wydała wszystkie rezerwy i równowartość 20 mld funtów z MFW, a po tygodniu musiała "rzucić ręcznik na ring".
Czesi mają też problem z negatywnym wynikiem finansowym CNB. Ale prezes ich banku powiedział mi niedawno, że mogliby prosić parlament, aby wsparł bank dotacją z budżetu na eliminację owego deficytu, ale zarząd CNB ma świadomość, że w czasie kryzysu i recesji budżet ma znacznie więcej problemów niż bank. Więc tego nie zrobią. Chciałbym powiedzieć, że dla wielu członków RPP, podobnie jak dla zarządu CNB, nie jest obojętne, czy budżet ma kłopoty, czy nie. I dlatego nie widzą oni - i ja wśród nich - nic nagannego w tym, że budżet miałby w efekcie doprecyzowanych reguł tworzenia rezerwy skorzystać na tych zmianach.
Takie wrażenie powstaje, bo atmosfera jest podkręcana przez propisowskie media. Nie jest przypadkiem, że w dniu posiedzenia Rady przy porannym goleniu usłyszałem, jak pani Gęsicka mówiła, że zagraża nam nowy totalitaryzm (ze strony PO). Potem cytowano wywiad mojej koleżanki z RPP Zyty Gilowskiej, że PO współzakładały służby specjalne. A nieoceniony "Nasz Dziennik" podał, że podpisaliśmy tajne cyrografy o wspieraniu rządu. Cała ta przedwyborcza szopka zaczęła się już zresztą dzień wcześniej, gdy znalazłem na biurku kartkę z wydrukiem z blogu byłego europosła PiS rozdaną na polecenie Adama Glapińskiego. Blog zapoczątkował tę serię pomówień. Nikt mnie nie przekona, że to nie jest element kampanii wyborczej.
Najkategoryczniej - nie. Żadnych być nie mogło. Ja ministra Rostowskiego znam od ponad 25 lat, znam też parę innych osób, nawet premiera. Ale to nie znaczy, że pobieram jakieś instrukcje!
Zarząd wykonał parę dziwnych ruchów, np. bez informowania nas wysłał projekt uchwały do EBC z prośbą o opinię, oświadczając, że miał taki obowiązek i to zawiesza pracę na uchwałą. Nie ma takiego obowiązku. Poprawiana uchwała z 2006 r. nie była konsultowana. Konsultacje nie zwieszają prac nad projektem, a poza tym to RPP miała prawo poprosić o konsultacje, a nie zarząd.
To już poza nami. My przyjęliśmy uchwałę. Kolejne spotkanie odbędzie do końca kwietnia i może jakieś modus vivendi zostanie wypracowane.
@RY1@i02/2010/066/i02.2010.066.000.008a.002.jpg@RY2@
Fot. Gmitruk/Manager Magazin/Forum
prof. Jan Winiecki, ekonomista, członek Rady Polityki Pieniężnej
, ekonomista, członek Rady Polityki Pieniężnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu