Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

NBP: asekuracja nie jest potrzebna

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Spór między bankiem centralnym a resortem finansów dotyczy elastycznej linii kredytowej (FCL), przyznawanej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Działa ona jak klasyczna linia w rachunku bankowym. MFW daje do dyspozycji Polsce określoną kwotę - w tym przypadku 20,5 mld dolarów - której możemy użyć w razie problemów ze stabilnością na rynku finansowym. W zamian za udostępnienie linii budżet płaci opłatę funduszowi - ponad 50 mln dolarów rocznie. - FCL jest pewnym rodzajem polisy ubezpieczeniowej. Jak zawsze w takich sytuacjach, lepiej nie sprawdzać, czy polisa się przydaje, natomiast z pewnością bezpieczniej jest być ubezpieczonym - mówi Dominik Radziwiłł, wiceminister finansów.

Ministerstwo od dawna uważa, że linia kredytowa funduszu może się przydać. Wiceminister Radziwiłł przyznaje, że obecnie na rynku jest znacznie spokojniej niż rok temu, gdy FCL przyznawano Polsce po raz pierwszy. Jednak do pełnej stabilizacji jego zdaniem jest jeszcze daleko, o czym świadczy to, że rynkiem finansowym co jakiś czas targają wstrząsy.

Linia kredytowa może stanowić dodatkowy zastrzyk kapitału, na wypadek gdyby NBP musiał interweniować w obronie złotego. Ale sam NBP kierowany przez prezesa Sławomira Skrzypka uważa, że zasób rezerw dewizowych jest dziś wystarczający i nie potrzeba dodatkowego wsparcia. Rzeczywiście, w lutym ub.r. wartość aktywów rezerwowych wynosiła 61,9 mld dolarów. A w lutym tego roku było to już 81,5 mld dolarów. Rezerwy rosną m.in. dzięki zagranicznym emisjom polskich obligacji. Rząd, pozyskując waluty standardowo wymienia je na złote w NBP. I właśnie dlatego niektórzy ekonomiści podzielają stanowisko NBP. Jak Jakub Borowski z Invest-Banku, który uważa, że sytuacja na rynku jest zupełnie inna niż rok temu i mało prawdopodobne jest, aby teraz bank centralny potrzebował ekstraśrodków na interwencje. Ale takie opinie to mniejszość. Prof. Dariusz Filar uważa, że warto zapłacić za linię kredytową MFW ze względu na jej duże znaczenie marketingowe, bo ten instrument należy się tylko tym krajom, które mają stabilne fundamenty gospodarcze. - To jest dodatkowa asekuracja, ale też wyróżnienie dla kraju. O tę dobrą reputację warto zabiegać - mówi.

@RY1@i02/2010/061/i02.2010.061.000.005b.001.jpg@RY2@

Fot. Tomasz Gzell/PAP

Rezerwy walutowe Polski sięgają 81,5 mld dolarów. Ale część ekonomistów uważa, że dodatkowe 20,5 mld dolarów pomocy z MFW przyda się jako dodatkowe zabezpieczenie

Marek Chądzyński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.