Rynek pracy musi być elastyczny
Rezygnacja ze złotego oznacza, że skutki ewentualnych kryzysów będzie musiał neutralizować m.in. rynek pracy. W strefie euro powinien być on bardziej elastyczny niż obecnie.
Kraje, które posiadają autonomiczną politykę pieniężną, dysponują istotnym narzędziem absorpcji szoku, jakimi są kurs walutowy i stopy procentowe. Jeśli rynek nie jest elastyczny - nie można zmniejszyć płac albo wymiaru godzin pracy - to prowadzi to do wzrostu bezrobocia. Jednak widzimy, że i w takim kraju jak Polska, gdzie jest płynny kurs walutowy, też obserwujemy wzrost bezrobocia. Nie wszystkie szoki płynny kurs wymiany jest w stanie łagodzić.
Na to, jak szybko można wprowadzić obniżki płac, ma wpływ m.in. skala zrzeszenia pracowników w związkach zawodowych. W Polsce w sektorze prywatnym jedynie ok. 6-7 proc. pracowników należy do związków, dlatego pracodawcy mają często większą siłę przebicia. Dostosowanie poziomu płac może też nastąpić drugim kanałem - zamiast obniżki płac, pracownicy mogą zgodzić się na pracę w większym wymiarze - bardziej wydajną. W ten sposób pracodawca otrzymuje więcej produktu za tę samą cenę.
Przystępując do unii walutowej, porzucamy krajową politykę pieniężną i kursową jako ważny element neutralizowania negatywnych zdarzeń, jakie mogą dotknąć gospodarki, np. w postaci globalnego kryzysu czy też znacznego spadku popytu na eksport danego kraju. Wówczas sprawniej muszą działać mechanizmy, które wspomagają politykę pieniężną, a więc polityka fiskalna oraz rynki pracy.
Chodzi przy tym nie tylko o powszechnie przywoływaną elastyczność płac, która w krótkim okresie jest na ogół mała, czy też mobilność ludzi, która jest ograniczona przywiązaniem do rodziny, brakiem dostatecznej bazy mieszkań pod wynajem, brakiem spójnego w skali Europy systemu socjalnego etc. Dla gospodarki ważniejsza może być tzw. adaptacyjność, a więc właśnie zdolność dostosowania się do zmiennej sytuacji. Aby ją zwiększyć, musimy dbać o poziom wykształcenia i kwalifikacji, ale i postawy przedsiębiorczości, innowacyjności, otwartości i rozwiązywania złożonych interdyscyplinarnych problemów.
Z tego co wiem, to nie było specjalnych naborów związanych z przyjęciem euro. Zwykle odbywa się to w ramach posiadanych zasobów i przejściowo wzrasta obciążenie np. działów księgowości. Oznacza to, że pracownicy przedsiębiorstw mają po prostu więcej obowiązków w tym okresie. Z drugiej strony pośrednio widać angażowanie dodatkowych zasobów do kwestii związanych z euro. W jednostkach analitycznych powoływane są specjalne zespoły dla szacowania korzyści i kosztów związanych z procesem integracji walutowej. Jednak w przypadku biznesu zwykle są to dodatkowe zadania dla pracowników, raczej nie zwiększa się w tym celu etatów.
Niestety, w takich krajach jak Irlandia, Hiszpania, Portugalia, ale też i Włochy w krótkim okresie po przyjęciu euro płace rosły szybciej niż wydajność. Doprowadziło to w wielu krajach do szybkiego wzrostu inflacji. Zdrowym zjawiskiem byłby wzrost płac w tempie wzrostu wydajności pracy. Niestety, w wymienionych krajach "sztywność strukturalna" - ograniczenia prawne, administracyjne itp. - sprawiła, że ceny i płace rosły bardzo szybko i jednocześnie nie rosła wydajność pracy. Ceny i płace w dużym stopniu rosły też za sprawą boomu konsumpcyjnego i inwestycyjnego, jaki wystąpił tam po tym, jak te kraje dostały pieniądz po niskiej cenie (niskiej stopie procentowej).
Z drugiej strony w Niemczech były lata, kiedy realne płace spadały. To był efekt programów restrukturyzacyjnych gospodarki wynikających ze zjednoczenia, reakcji na spowolnienie gospodarcze lat 2001-2003, ale i przygotowań do euro. Jednostkowe koszty pracy w Niemczech spadały m.in. za sprawą outsourcingu, a właściwie offshoringu, czyli wysyłania pracy do innych krajów - do Polski, Czech czy Węgier.
Myślę, że dzisiaj nie jesteśmy w stanie na to jednoznacznie odpowiedzieć. Równie dobrze może czekać nas fala powrotów. Obecnie obserwujemy proces wyrównywania się warunków społeczno-ekonomicznych między Polską a krajami wysoko rozwiniętymi - my się rozwijamy, a kraje strefy euro pogrążone są w głębokiej recesji. W Polsce również mamy teraz jedną walutę i różne zarobki w różnych regionach, a także i inne wskaźniki bezrobocia. Tak więc tendencja do wyrównywania się zarobków będzie postępować, ale różnice nie znikną. Im mniejsza będzie przestrzeń dzieląca nas od krajów obecnej strefy euro, tym mniej będzie powodów, by wyjeżdżać.
@RY1@i02/2010/013/i02.2010.013.166.007a.001.jpg@RY2@
dr Grzegorz Tchorek
Fot. Marek Matusiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu