Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nowy ład finansowy na stare problemy

28 czerwca 2018

Świat szuka winnych kryzysu, ale i rozwiązań dających poczucie bezpieczeństwa w przyszłości

Jako podejrzanych, choć właściwie winy nie trzeba było udowadniać, bo była oczywista, wskazywano już finansistów, którzy w pogoni za zyskami swoich korporacji byli gotowi podejmować nadmierne ryzyko. Szybko zwrócono oczy również w stronę agencji ratingowych. Oczywiście rządy także mają wiele na sumieniu - nie tylko nadmierne zadłużanie swoich państw w latach prosperity i brak długofalowego myślenia o rozwijaniu potencjału gospodarek, ale niektórym da się postawić niemal kryminalne zarzuty, jak fałszowanie oficjalnych danych statystycznych. Wśród winnych są wreszcie bankierzy centralni, z byłym szefem amerykańskiej Rezerwy Federalnej Alanem Greenspanem, którym tak bardzo zależało na utrzymaniu koniunktury w gospodarce i na rynkach, że zbyt długo utrzymywali niskie stopy procentowe, hodując bańki spekulacyjne. Te zaś pękając, ciągnęły ze sobą w dół wielkie instytucje.

I koło się zamyka. Od kilku lat trwają poszukiwania sposobu wyjścia z tego zaklętego kręgu.

Wprawdzie o problemach banków już się nie mówi, ale tylko dlatego, że na ich dalsze istnienie zrzucali się podatnicy (szczęśliwie w Polsce takich przypadków nie było). Bankom narzucono ponadto wyższe wymogi kapitałowe, co wprawdzie zwiększa ich bezpieczeństwo, ale z drugiej strony skłania je do ograniczania aktywności. Najboleśniej przekonują się o tym gospodarki, które w dużej mierze opierają się na finansowaniu z międzynarodowych banków. Najlepszym przykładem są Węgry, którym mocno ograniczono dostęp do zagranicznego kapitału. Nie bez powodu pojawiają się takie pomysły, jak "Inicjatywa Wiedeńska 2.0" (kierowana przez szefa NBP Marka Belkę), których celem jest ograniczenie negatywnego wpływu kryzysu w strefie euro na kraje Europy Środkowo-Wschodniej.

Największym zachodnim gospodarkom daleko do zrównoważenia swoich finansów. Nawet gdyby myślały o wyrównywaniu poziomu dochodów i wydatków, to im bardziej rządy chciałyby zmniejszyć deficyty, tym mocniej dusiłyby koniunkturę w swoich krajach. Nawet ci, którzy - wydawało się - prowadzili dawniej odpowiedzialną politykę, za produkowanie baniek spekulacyjnych w nieruchomościach zapłacili wielkimi deficytami na sfinansowanie łatania dziur w bilansach banków. Daleka od równowagi jest też polityka pieniężna? Nie tylko stopy procentowe są nadal bardzo niskie, ale główne banki centralne zaangażowały się w gigantyczne programy skupu obligacji z rynku. O powrocie do normalności nie ma więc mowy.

Jedynym polem, na którym można mówić o sukcesach, jest regulacja rynków finansowych. W samej Europie mamy zestaw nowych ogólnounijnych instytucji nadzorujących różne segmenty rynkowe. Jak dotąd główny ciężar nadzorowania rynków spoczywał bowiem na instytucjach działających w poszczególnych krajach. To się jednak zmienia. Stąd np. głośna i u nas ostatnio dyskusja nad wprowadzeniem możliwości nadzorowania dużych europejskich banków (a także ich lokalnych, np. polskich, filii) przez Europejski Bank Centralny.

Dokąd to wszystko nas zaprowadzi? - nie wiadomo. Wiadomo jednak, że po wyjściu z kryzysu światowa gospodarka i finanse będą wyglądać zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu.

Przeregulowanie osłabi rynek

@RY1@i02/2012/187/i02.2012.187.05000040b.802.jpg@RY2@

John Mitra, dyrektor ds. korporacyjnych International Personal Finance

Zaostrzenie nadzoru nad sektorem finansowym, jak chce tego Komisja Europejska, nie pozostanie bez wpływu na ogólny stan gospodarki. Kolejne przeregulowanie rynku doprowadzi do jej osłabienia jako całości. Miałoby to przede wszystkim negatywny wpływ na funkcjonowanie małych i   średnich przedsiębiorstw, którym trudniej byłoby pozyskiwać środki na działalność. To doprowadziłoby do ograniczenia popytu wewnętrznego, a   tym samym spowolnienia gospodarek lokalnych.

Nadmierne regulacje wpłynęłyby bowiem hamująco na rynek usług finansowych, m.in. poprzez ograniczenie możliwości kreacji nowych produktów. Poza tym proponowane rozwiązania często chcą objąć regulacjami bardzo różne, często nieprzystające do siebie usługi i   produkty. Taki nadzór nie może być efektywny i   będzie prowadził do ograniczenia konkurencyjności. Usługi finansowe ewoluują i   próba ich ścisłego zdefiniowania i   objęcia wszystkich nadzorem byłaby nie tylko trudna, ale prowadziłaby do likwidacji części firm, które dobrze sobie radzą i   nie narażają klientów na nadmierne ryzyko, jak również nie niosą systemowego ryzyka dla gospodarki. Instytucje finansowe powinny zatem stale przyglądać się swojej kulturze korporacyjnej, a   ich zarządy powinny dawać dobry przykład poprzez demonstrowanie oraz promowanie odpowiedzialnej, przyjaznej klientowi działalności.

Łukasz Wilkowicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.