Polską miota europejska burza
W drugim kwartale wzrost gospodarczy spowolnił z 3,5 proc. do 3 proc. w naszym kraju - uważa prof. Marek Belka. Winne jest temu nasze silne powiązanie ze strefą euro
Po wakacjach zarząd Narodowego Banku Polskiego ma podjąć decyzję o udzieleniu Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu kredytu w wysokości 6,27 mld euro.
- Kredyt dla MFW nie zagraża stabilności finansowej Polski - zapewnił w Sejmie prof. Marek Belka, prezes NBP, przedstawiając sprawozdanie z działalności za ubiegły rok i przedstawiając zagrożenia dla Polski na ten. Równocześnie zaznaczył, że pożyczka zostanie przekazana na rachunek ogólny zasobów funduszu, co oznacza, że wierzycielem będzie sam MFW, a nie kraj lub grupa krajów, które będzie wspomagać. Udzielenie kredytu będzie także obwarowane jeszcze jednym warunkiem - Polska w każdej chwili, gdy zajdzie taka potrzeba, będzie mogła wystąpić o jej całkowity zwrot.
To zapewnienie o bezpieczeństwie finansowym Polski jest o tyle ważne, że kryzys w strefie euro ma wpływ na naszą gospodarkę. - Polska, jak każda otwarta gospodarka jest uzależniona od sytuacji na świecie. Jako członek Unii Europejskiej, a jednocześnie kraj silnie powiązany gospodarczo z innymi krajami jesteśmy szczególnie pod wypływem tego, co się dzieje w Europie, a przede wszystkim w strefie euro. Tam trafia 54 proc. naszego eksportu, gdy do całej UE 80 proc. - przyznał prof. Marek Belka.
Oznacza to, że jeśli np. w lipcu przemysł strefy euro, a w szczególności Niemiec - gdzie wysyłamy 25 proc. eksportu - ma spadek zamówień i bieżącego popytu na wyroby, to w kolejnych miesiącach odczują to polskie przedsiębiorstwa. Im także spadną zamówienia.
Szef NBP podkreślił, że kryzys w Europie jest przyczyną spadku dynamiki polskiego eksportu, pogorszenia nastrojów gospodarczych i deprecjacji złotego. - Polska znajduje się poza strefą euro, co w pewnym stopniu chroni nas przed kryzysem. Jednak ze względu na silne powiązanie handlowe i finansowe kryzys w strefie euro ma również wpływ na naszą gospodarkę - powiedział.
Inną pochodną tego kryzysu jest wysoka inflacja w Polsce. Wynika z wysokich cen surowców na rynkach światowych i właśnie słabego złotego. NBP tłumaczy, że właśnie dlatego, by ją ograniczyć, zacieśnił politykę pieniężną - od początku roku pięć razy podniósł stopy procentowe - w sumie o 1,25 proc., referencyjną do 4,75 proc. Ostatnia podwyżka miała miejsce w maju. Co ważne, przez to, że inflację zasysamy z zewnątrz, a nie jest wynikiem rozpasanej konsumpcji wewnętrznej, to pomimo starań NBP nadal utrzymuje się ona powyżej celu. Cel to 2,5 proc. z odchyleniem w górę lub w dół o 1 pkt proc. Za to podwyżki stóp podnoszą ceny kredytów i zmniejszają zdolność finansową, przez co ograniczają konsumpcję, a tym samym wpływy do budżetu i wzrost gospodarczy. Minister finansów Jacek Rostowski nie może być nimi zachwycony. Sam prof. Belka przyznaje, że wzrost gospodarczy zwalnia. Jego zdaniem w drugim kwartale wyniesie 3 proc., wobec 3,5 w pierwszym. Choć nie tylko wysokie stopy są temu winne.
To, że nie przyjęliśmy euro, chroni nasz kraj przed kryzysem
@RY1@i02/2012/144/i02.2012.144.00000060b.802.jpg@RY2@
Tomasz Gzell/PAP
Wystąpienie szefa NBP zapowiada trudne czasy
Beata Tomaszkiewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu