Cichy sukces Polski. Wracamy do równowagi
W ostatnich latach, pomimo niezłych wyników krajowej gospodarki, większość rozmów z zagranicznymi inwestorami o Polsce przebiegała w dosyć przewidywalny sposób. Wcześniej czy później dyskusja zawsze schodziła na temat naszej pięty achillesowej, czyli deficytu w rachunku obrotów bieżących.
W kraju ten wskaźnik nigdy nie wywoływał większych emocji, a przynajmniej nie takie jak PKB czy bezrobocie, ale dla zagranicznych inwestorów zawsze miał on bardzo duże znaczenie. Deficyt w rachunku bieżącym pokazuje, o ile więcej importujemy, niż eksportujemy, lub np. o ile więcej dywidend wypłacamy za granicę, niż dostajemy z zagranicy. Tak się składa, że przez ostatnie lata Polska ciągle utrzymywała pokaźny deficyt, co dla wielu inwestorów było grzechem ciężkim. Zresztą nie tylko dla inwestorów, lecz także dla agencji ratingowych, które systematycznie podkreślały nierównowagę zewnętrzną (czytaj: wysoki deficyt) jako jeden z głównych czynników ograniczających możliwość podniesienia ratingu. Trudno im się dziwić, bo wielkość deficytu pokazuje m.in., jak bardzo jesteśmy uzależnieni od finansowania zagranicznego. Im to uzależnienie większe, tym bardziej należy się obawiać zmian w nastrojach rynkowych, bo kapitał, który dotychczas do nas płynął, mógłby szybko zostać skierowany gdzie indziej. Dla kraju uzależnionego od zagranicznego finansowania oznaczałoby to słabszą walutę i wolniejszy wzrost gospodarczy.
Dobra wiadomość jest taka, że w ostatnich kwartałach po cichu, bez fanfar, Polska ograniczyła deficyt do bezpiecznego poziomu. O ile jeszcze kilka lat temu oscylował on wokół 5 proc. PKB, obecnie jest na poziomie około 2 proc., a w całym bieżącym roku może wynieść 1,5 proc. Nie istnieje jakiś jeden uniwersalny poziom, który może zostać uznany za bezpieczny dla każdego kraju. Niemniej w przypadku Polski obecny poziom jest bardzo niski i ewidentnie nie stwarza żadnego poważnego zagrożenia. Trochę gorsza wiadomość jest taka, że ceną za tę wspaniałą poprawę było głębokie spowolnienie gospodarcze, bo właśnie mniejszy popyt polskich firm i konsumentów doprowadził do ograniczenia importu i sprawił, że nierównowaga zewnętrzna szybko wyparowała.
Jedyne ryzyko polega na tym, że wraz z powszechnie zapowiadanym i ogłaszanym ożywieniem gospodarczym Polska zacznie więcej importować, a deficyt ponownie wzrośnie. Obawy te są uzasadnione - zapewne z czasem dojdzie do wzrostu deficytu, ale wszystko wskazuje na to, że jeszcze przez długi czas nie będzie to poważny problem. Przez kilka najbliższych kwartałów Polska może utrzymywać nadwyżkę handlową, eksportując więcej, niż importuje. Dzięki temu deficyt w rachunku bieżącym w całym przyszłym roku wyniesie około 2-2,5 proc. PKB, a więc będzie i tak o połowę mniejszy niż jeszcze kilka lat temu. Oznacza to, że jedno z poważnych zagrożeń zostało istotnie ograniczone, a z punktu widzenia zagranicznych inwestorów oraz agencji ratingowych obraz polskiej gospodarki wygląda obecnie znacznie lepiej. W samą porę, bo jeżeli amerykański bank centralny w przyszłym roku rzeczywiście zacznie ograniczać program skupu aktywów, a kapitał zagraniczny zacznie odpływać z rynków wschodzących, dzięki tym zmianom Polska nie będzie już tak bardzo podatna na szoki.
@RY1@i02/2013/222/i02.2013.222.00000130c.802.jpg@RY2@
Piotr Kalisz główny ekonomista Banku Handlowego
Piotr Kalisz
główny ekonomista Banku Handlowego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu