Mniej wpływów do budżetu oznacza większy dług
Finanse publiczne
- Do końca tygodnia zakończę rozmowy z ministrami na temat ich propozycji cięć wydatków w tegorocznym budżecie - zapowiedział wczoraj premier Donald Tusk. Szef rządu dodał, że w przyszłym tygodniu powinien być gotowy, by razem z ministrem finansów Jackiem Rostowskim przedstawić wyniki tych ustaleń. Wtedy też prawdopodobnie zapadnie decyzja w sprawie nowelizacji tegorocznego budżetu. Na razie resort finansów ma duży problem z pozyskaniem dochodów z podatków. Niektórzy ekonomiści - jak Piotr Bielski z BZ WBK - oceniają ubytek na 27-30 mld zł w skali całego roku.
Przełoży się to na wzrost potrzeb pożyczkowych. Obowiązujący tegoroczny plan to 145 mld zł brutto. Dzięki oszczędnościom w resortach część ubytku w dochodach uda się zniwelować. - Ale nawet przy tym założeniu można szacować, że do sfinansowania będzie dodatkowe kilkanaście miliardów - ostrzega Piotr Bielski. Nie chce podawać dokładnych szacunków. Bo nawet wyliczenie, o ile może wzrosnąć deficyt budżetowy, nie odpowiada na pytanie, jak bardzo zmienią się potrzeby pożyczkowe. Mogą one być większe od deficytu. Przykład? Zamiana dotacji budżetowej dla FUS na pożyczkę z budżetu zmniejsza deficyt, ale zwiększa potrzeby pożyczkowe.
Arkadiusz Urbański z Pekao uważa, że wzrost potrzeb pożyczkowych o kilkanaście miliardów (analityk też unika podawania dokładnych prognoz) to teoretycznie nie jest duży problem dla MF. - To raptem dwie lub trzy dodatkowe aukcje, jeszcze kilka tygodni temu ministerstwo bez trudu pozyskałoby taką kwotę. Ale sytuacja na rynku się zmieniła: sygnały, że Fed kończy z drukiem dolara, wprowadziły nerwowość wśród inwestorów i spowodowały, że łatwe uzyskanie takiej kwoty nie jest już oczywiste - podkreśla Urbański.
Analityk zauważa, że MF jest dobrze przygotowane i na taki wariant. Może się zadłużać w międzynarodowych instytucjach finansowych (w lipcu pożyczy 1 mld euro z Banku Światowego), ponadto ma na swoich rachunkach ok. 47 mld zł. Podkreślali to zresztą sami przedstawiciele ministerstwa, informując o mniejszej aktywności resortu na rynku w czasie wakacji.
- Taki właśnie może być przekaz MF dla inwestorów: jeśli nawet znowelizujemy budżet, to nie musi to oznaczać większej podaży obligacji na rynku krajowym - mówi Urbański.
Prawdopodobnie to właśnie jest główna przyczyna, dla której rynek ze spokojem czeka na nowelizację budżetu. Marek Kaczor, dealer obligacji z PKO BP, w ogóle bagatelizuje ryzyko wzrostu podaży papierów. Jak mówi, dla rynku to dziś sprawa drugorzędna. - Może zyskałaby na znaczeniu, gdyby nie czynniki globalne. Wszyscy koncentrują się na tym, co zrobi Fed - mówi dealer.
@RY1@i02/2013/127/i02.2013.127.000001400.802.jpg@RY2@
Budżet ma coraz większy problem z dochodami
Marek Chądzyński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu