Polityczny pat powyborczy zwiększa koszt pożyczek
Włochy
Włochy już zaczynają płacić za nierozstrzygnięty wynik wyborów parlamentarnych. Wprawdzie bez większych problemów sprzedały wczoraj obligacje o wartości 6,5 mld euro, ale premia, jaką muszą zapłacić inwestorom, jest wyższa niż w trakcie poprzedniej, styczniowej aukcji.
Na sprzedaż były wystawione 10-letnie obligacje na łączną sumę 4 mld euro oraz pięcioletnie za 2,5 mld euro. Rentowność tych pierwszych wyniosła 4,83 proc., podczas gdy w styczniu było to 4,17 proc. W przypadku pięcioletnich wzrost był podobny - z 2,94 proc. w styczniu do 3,59 proc. obecnie
Wyższa rentowność była niemal pewna, bo wskazywał na to jej wzrost w obrocie na rynku wtórnym, po tym jak stało się jasne, że centrolewicowa koalicja kierowana przez Pier Luigiego Bersaniego, która dostała największe poparcie w wyborach, nie ma większości w Senacie, bez czego efektywne sprawowanie władzy jest niemożliwe. Ale to wciąż jeszcze daleko od rekordów z listopada 2011 r., kiedy rentowność 10-letnich obligacji osiągnęła krytyczny poziom 7 proc. Drugim w miarę pozytywnym sygnałem jest to, że zainteresowanie inwestorów było nawet większe niż w styczniu - w przypadku 10-letnich stosunek popytu do podaży wyniósł 1,65 wobec 1,32 na poprzedniej aukcji.
Nie zmienia to faktu, że jeśli powyborczy pat będzie się przedłużał, odbije się to także na kosztach pożyczania pieniądza przez włoski rząd. - Sytuacja w kwestii wyborów jest bardzo niejasna i trudno przewidywać, co się teraz wydarzy. Wyprzedaż włoskich obligacji nie zajmie rynkowi wiele czasu i jeśli perspektywa drugiego głosowania będzie się stawała coraz bardziej realna, to prawdopodobnie się wydarzy. Im dłużej będzie się to przeciągać, tym większe jest ryzyko - mówi Bloombergowi analityk inwestycyjny z Credit Agricole.
Tego właśnie chcieliby uniknąć włoscy politycy, choć szanse na to maleją. Wczoraj Beppe Grillo, lider populistycznego, antysystemowego Ruchu Pięciu Gwiazd - który niespodziewanie zajął trzecie miejsce w wyborach - wykluczył poparcie rządu stworzonego przez którąkolwiek z tradycyjnych partii politycznych. W tej sytuacji, jeśli Bersani miałby formować rząd, musiałby liczyć na poparcie lidera centroprawicy, byłego premiera Silvio Berlusconiego, czyli polityka, któremu w kampanii zarzucał, że doprowadził kraj do ruiny. Inną alternatywą są kolejne wybory, choć szanse na to, że zakończą się one bardziej zdecydowanym rozstrzygnięciem, wydają się niewielkie.
Bartłomiej Niedziński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu