Giełda pada. Olimp znów staje w ogniu
Największy spadek indeksu od 27 lat i wyprzedaż greckich obligacji
Inwestorów zaskoczyła deklaracja premiera Antonisa Samarasa, że 17 grudnia odbędzie się pierwsze głosowanie w sprawie wyboru greckiego prezydenta. Kandydatem jest Stavros Dimas, 73-letni były unijny komisarz. Nie to jednak zaniepokoiło rynek. Nikt nie spodziewał się, że to nastąpi tak szybko. Obstawiano początek nowego roku, bo kadencja urzędującego prezydenta wygasa w marcu. Po drugie, jest ryzyko przedterminowych wyborów do parlamentu. Dojdzie do nich, jeśli prezydenta nie uda się wybrać w żadnej z trzech rund głosowania (wyboru dokonuje parlament). W złym scenariuszu parlament zostaje rozwiązany i do wyborów dochodzi w styczniu. A wtedy duże szanse na zwycięstwo miałaby populistyczna i antyunijna Syriza. I tego inwestorzy się boją.
W ciągu dnia indeks ateńskiej giełdy spadł o ponad 12 proc. Doszło do silnej wyprzedaży greckich obligacji, co doprowadziło do fali spadków w całej Europie. Niemiecki DAX kończył dzień na 2,2-proc. minusie, francuski CAC 40 spadał o 2,55 proc., a londyński FTSE 100 o 2,14 proc.
Rafała Beneckiego, głównego ekonomisty ING Banku Śląskiego, mocna reakcja giełd nie dziwi: dojście do władzy Syrizy mogłoby być dużym problemem dla całej strefy euro.
- Syriza opowiada się za odwróceniem wielu reform i zaprzestaniem obsługi długu. Byłby to kłopot dla Europejskiego Banku Centralnego. Bo jak można byłoby ogłosić luzowanie ilościowe ze skupem papierów rządowych w krajach Eurolandu, skoro w jednym z nich rządzi partia, która nie chce płacić odsetek od obligacji - tłumaczy ekonomista. Cały program wspierania gospodarki skupem aktywów - do którego przymierza się EBC - mógłby zostać co najmniej opóźniony. Byłoby to złą informacją dla tkwiącej w marazmie gospodarki strefy euro.
Grecja jest nadal objęta programem pomocowym i może mieć problem ze spełnieniem warunków, by otrzymać ostatnią transzę pomocy. Niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble już zapowiedział, że w przyszłym tygodniu jego rząd złoży wniosek w parlamencie o przedłużenie programu dla Aten. Ale przypomniał, że Grecy mają wciąż reformy do przeprowadzenia. - To nie jest jeszcze wyjście na prostą, jak pokazuje reakcja rynkowa - mówił wczoraj w Brukseli.
Według dr. Przemysława Kwietnia, ekonomisty X-Trade Brokers, ostatnie wydarzenia w Grecji to duże ryzyko, które inwestorzy muszą brać pod uwagę. - Syriza nieco się ostatnio ucywilizowała, jej lider deklarował nawet chęć rozmów z Zachodem. Ale nie można wykluczyć, że gdyby ta partia objęła władzę, to próbowałaby ustawiać resztę Europy pod ścianą na zasadzie "dajcie nam pieniądze, a my i tak zrobimy, co chcemy" - uważa Kwiecień.
Eksperci przypominają, jak duże problemy strefa euro miała z ustalaniem pakietu pomocy dla Grecji przy poprzednim kryzysie. Unia Europejska zmodyfikowała działanie swoich instytucji, ale głównego problemu - czyli przewlekłości procesu podejmowania decyzji - nie udało się wyeliminować.
Jak zauważa Kwiecień, wynika to głównie z tego, że polityka gospodarcza jest prowadzona suwerennie przez kraje członkowskie, często w kategoriach interesów narodowych. Trwa to długo, bo decydenci z jednej strony głowią się nad tym, jak skroić program, żeby on działał. I jednocześnie - jak zaprezentować go w swoim kraju, żeby został dobrze przyjęty przez opinię publiczną.
@RY1@i02/2014/239/i02.2014.239.000000900.802.jpg@RY2@
Indeks giełdy w Atenach - ostatnie trzy dni
Marek Chądzyński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu