Dziennik Gazeta Prawana logo

Włoski deficyt optymizmu

27 listopada 2018

S pór Włochów z Unią Europejską na chwilę przygasł. Ale jego zarzewie może się tlić latami. Kością niezgody od tygodni pozostają plany budżetowe Italii. Co prawda w ostatni weekend na linii Rzym – Bruksela nastąpiło ocieplenie, ale zanim jeszcze zapadły jakiekolwiek kompromisowe decyzje, obie strony powróciły do wymiany ciosów.

Rządzący od czerwca gabinet populistów planuje kosztowne reformy społeczne, które wymuszają zwiększenie zakładanej luki w budżecie na przyszły rok. Rzym zaplanował podniesienie deficytu do poziomu 2,4 proc. PKB. Zaniepokoiło to Brukselę, która od 2013 r. kontroluje, by kraje członkowskie należące do Eurolandu trzymały wydatki w ryzach. Dlatego pod koniec października Komisja Europejska odrzuciła włoski projekt. Na Włochach nie zrobiło to jednak wielkiego wrażenia.

Przełom nastąpił po tym, jak Bruksela zagroziła uruchomieniem wobec Rzymu procedury nadmiernego deficytu, co mogłoby skutkować nałożeniem sankcji finansowych. W sobotę doszło do spotkania włoskiego premiera Giuseppe Contego z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claude’em Junckerem. Liczono potem, że Włosi szybko przeprowadzą korektę planów budżetowych i odeślą nową propozycję do akceptacji przez unijnych decydentów.

Jeszcze w poniedziałek włoscy politycy sugerowali zmniejszenie planowanej luki w budżecie. Zapowiedzi zostały dobrze przyjęte w szczególności przez rynki finansowe, mocno zaniepokojone stabilnością polityki fiskalnej we Włoszech. W poniedziałek wieczorem doszło do spotkania włoskich liderów, ale po rozmowach żadna deklaracja oficjalnie nie padła. Włoska agencja ANSA, powołując się na źródła rządowe, podała tylko, że rząd rozważa wstrzymanie się z wprowadzeniem dochodu podstawowego oraz zmniejszenie puli beneficjentów reformy emerytalnej.

Komisja Europejska nie powinna się jednak nastawiać na to, że w najbliższych dniach otrzyma z Rzymu jakikolwiek dokument, bo – jak zapowiedział wczoraj wicepremier Włoch Matteo Salvini – budżet zostanie wysłany do Brukseli dopiero po tym, jak uchwali go włoski parlament. Włosi nie zamierzają więc omawiać z eurokratami swoich planów, lecz planują wysłanie im gotowej ustawy budżetowej.

Dobra wola po stronie unijnej również osłabła. Podczas gdy jeszcze w sobotę Juncker deklarował miłość wobec Włochów, wczoraj unijny komisarz do spraw gospodarczych Pierre Moscovici wskazywał włoski budżet jako jedno z głównych źródeł niepewności dla Europy. Według niego dwa inne to brexit oraz napięcia w światowym handlu. Na wojny celne Wspólnota ma dzisiaj ograniczony wpływ, bo kluczowe są tu Waszyngton i Pekin. Z kolei brexit pozostaje trudną kwestią, która ma jednak swoje ramy czasowe.

Wielka Brytania opuści UE w marcu przyszłego roku. Chociaż pozostaje w tej sprawie jeszcze wiele znaków zapytania i wynegocjowana z trudem umowa może przepaść w brytyjskim parlamencie, to rozwód Londynu z Brukselą może rodzić już skończoną liczbę problemów. Ostatecznie Unia jakoś będzie musiała sobie ułożyć stosunki z Wielką Brytanią jako krajem trzecim. Z Włochami już nie będzie tak łatwo. Obawy o to, że polityczni rebelianci o mocno eurosceptycznym nastawieniu doprowadzą kraj do jakiegoś rodzaju „exitu” – jeśli nie wyjścia z UE, to ze strefy euro – na razie mają bardzo wątłe podstawy. Włoscy populiści deklarują, że nie tylko zamierzają w Unii zostać, ale chcą też nią rządzić.

Dzisiaj źródłem problemu dla Brukseli jest jednak zasadnicza zmiana kursu w polityce fiskalnej. Przyszłoroczny budżet, z którego miały zostać sfinansowane kosztowne reformy społeczne, ma potężne znaczenie polityczne. To właśnie zapowiedź odejścia od polityki zaciskania pasa wyniosła populistów do władzy. Udało im się przekonać wyborców, że trudna sytuacja na rynku pracy to pokłosie drastycznych cięć narzucanych przez Brukselę. Oszczędzaniem Włosi są już mocno zmęczeni, co pokazują badania opinii publicznej. Większość popiera program rządu, natomiast zwolennicy UE są w mniejszości. Integracja europejska satysfakcjonuje 44 proc. obywateli. To wynik grubo poniżej unijnej średniej, bo za Wspólnotą opowiada się 66 proc. ankietowanych wszystkich 28 krajów członkowskich.

Gdyby za cenę zakończenia sporu z Brukselą i uspokojenia rynków włoscy przywódcy musieli zrezygnować ze swoich flagowych projektów, byłaby to porażka na całej linii. Nie na darmo lider Ruchu 5 Gwiazd i wicepremier Luigi Di Maio przekonywał, że ich projekt budżetu został napisany w Rzymie, podczas gdy poprzednie powstawały w Brukseli. Realizując budżet po myśli UE, włoscy liderzy daliby wyborcom sygnał, że oni również – tak jak poprzednie gabinety, zwane przez nich marionetkowymi – ugięli kark.

Dlatego przywódcy obu populistycznych ugrupowań wchodzących w skład koalicji deklarują dalsze realizowanie postulatów. Ruch 5 Gwiazd chce zagwarantować najbiedniejszym dochód podstawowy, a Liga z Salvinim na czele planuje duże cięcia w podatkach. Przed włoskimi populistami stoi więc trudne zadanie pogodzenia dużych wydatków z niższym, niż planowali, deficytem (poprzedni gabinet socjaldemokratów planował lukę na przyszły rok w wysokości 0,8 proc. PKB, trzykrotnie mniejszą niż ta założona przez nowy rząd).

Moscovici wczoraj powtórzył, że tym, co najbardziej niepokoi we włoskich finansach, jest drugi najwyższy po Grekach dług publiczny na poziomie 130 proc. PKB. Dług ten nie urósł w ostatnich miesiącach, lecz jest pokłosiem polityki fiskalnej wielu poprzednich rządów, co wówczas nie budziło takich obaw w Brukseli. Ponadto, zgodnie z unijnymi zasadami, procedura nadmiernego deficytu jest uruchamiana, gdy luka w budżecie przekroczy 3 proc. PKB. Tej zasady Włosi nie naruszyli, co Salvini sygnalizował tuż po opublikowaniu kontrowersyjnego projektu budżetu. Sugerował wtedy, że gdyby naprawdę chcieli sprowokować Brukselę, zapisaliby w projekcie deficyt powyżej 3 proc. PKB.

Chociaż Włosi nie przekroczyli pułapu, Komisja Europejska zdecydowała się na twardy kurs. Ponieważ do tej pory Bruksela nie podała przekonujących powodów decyzji, jedynym sensownym wytłumaczeniem jest walka o wpływy. O ile wiele krajów europejskich borykało i boryka się z finansowymi trudnościami, to żaden do tej pory ostentacyjnie nie lekceważył KE. Włoscy populiści nie dość, że nie chcieli rozmawiać, to jeszcze przypisywali unijnym decydentom i innym europejskim przywódcom winę za stan włoskiej gospodarki. Ważniejsze jest jednak to, że nad Tybrem dalsza polityka zaciskania pasa ma niewielkie społeczne poparcie. Dlatego do kolizji na linii Rzym – Bruksela będzie zapewne dochodzić częściej. ©

Wczoraj unijny komisarz do spraw gospodarczych Pierre Moscovici wskazywał włoski budżet jako jedno z głównych źródeł niepewności dla Europy. Dwa inne to brexit oraz napięcia w światowym handlu

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.