Poza rynkiem finansowym
Inwestowanie to nie tylko akcje, obligacje, oszczędzanie w bankach. W poszukiwaniu wyższych zysków w dłuższym czasie coraz bardziej atrakcyjne są inwestycje alternatywne
Zmiany cen uncji złota w ostatnim roku (dol.)
Mowa oczywiście o inwestycjach innych niż tradycyjne, czyli polegających na zakupie np. złota, dzieł sztuki, alkoholu, zabytkowych aut czy zegarków, a nie na lokowaniu oszczędności na kontach bankowych, w akcjach czy obligacjach. Rosnąca ich popularność wynika przede wszystkim z możliwości osiągania większych stóp zwrotu oraz zabezpieczenia się przed stratami wynikającymi z dekoniunktury na rynkach finansowych. To też sposób na zdywersyfikowanie portfela inwestycyjnego. Pojawia się oczywiście pytanie, na jakie inwestycje alternatywne najlepiej postawić.
Złoto nie tylko dla wybranych
Spośród inwestycji alternatywnych najpopularniejsza jest ta w złoto. Przemawia za nią kilka faktów. Najważniejszym jest jednak ten, że zapewnia ochronę oszczędności przed inflacją. Do niedawna panowało przekonanie, że to inwestycja tylko dla wybranych.
– Tak jednak nie jest. Oczywiście nie powinno się inwestować tylko w złoto. W portfelu powinno ono stanowić 5–15 proc. aktywów – mówi Marta Bassani-Prusik, dyrektor działu produktów inwestycyjnych Mennicy Polskiej, i dodaje, że inwestorzy powinni też liczyć się z tym, że nie jest to inwestycja na dzień, tydzień czy miesiąc – tak jak na rynkach kapitałowych – lecz raczej na lata. Oznacza to zamrożenie kapitału przynajmniej na 5, 10, 15 lat.
Jeśli chodzi o moment wejścia w inwestycję, to bardzo trudno określić, który jest najlepszy. Analitycy rynku, np. Merrill Lynch czy Goldman Sachs, twierdzą, że uncja złota w przyszłym roku będzie kosztowała średnio około 1,3 tys. dol. W tej chwili jest to 1,2 tys. dol.
– Rzeczywiście w Mennicy Polskiej widzimy spory ruch. W sierpniu mieliśmy tąpnięcie, cena złota spadła i pojawiło się bardzo duże zainteresowanie. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co się wydarzy za miesiąc, dwa. Może cena będzie korzystniejsza. Nigdy natomiast wartość złota nie spadnie do zera – wyjaśnia Marta Bassani-Prusik, podkreślając, że ryzyko inwestycji w złoto jest zdecydowanie mniejsze niż w przypadku np. akcji, ale istnieje i trzeba o tym pamiętać.
Jeśli chodzi o stopy zwrotu, to nie są one duże. Chodzi raczej o przechowywanie majątku, zabezpieczenie go na czarną godzinę niż inwestowanie z myślą o wysokich zyskach.
Na rynku dostępne są różne formy inwestowania w złoto fizyczne i ich wybór zależy już od potrzeb kupującego.
– Jeśli ktoś kieruje się ceną, to wybiera jak największe sztabki. W kilogramowej gram złota jest najtańszy ze względu na koszty produkcji. Taką sztabkę można też odsprzedać w przyszłości z największym zyskiem. Jeśli natomiast ktoś spodziewa się w przyszłości załamania na rynku, chce zagwarantować sobie płynność w trudnych momentach, wtedy sięga po najdrobniejsze sztabki, które łatwiej spieniężyć – opowiada Marta Bassani-Prusik.
A ile trzeba wydać na inwestycje? Różnice w cenie są niewielkie, złoto złotu jest równe. Wszystko jednak zależy od dostępności na rynku. Jeśli np. złotych krugerrandów na rynku jest niewiele, to ich cena może być wyższa. Marta Bassani-Prusik zaznacza, że mamy za sobą spekulacyjną grę na złocie sprzed kilku lat, gdy cena uncji przekroczyła 1,8 tys. dol. Nie wynikała ona tylko z popytu na złoto inwestycyjne, lecz także na biżuterię i na papiery wartościowe, dla których kruszec jest bazą.
– Nikt nie przewiduje, że sytuacja sprzed ośmiu lat się powtórzy. Tak wysoko cena złota nie poszybuje. Czynnikiem, który w najbliższej przyszłości będzie o niej decydował, są np. skutki wojny handlowej między Chinami i USA. Nikt nie jest w stanie dziś przewidzieć, jak ona się skończy, a niepewność zwykle zwiększa popyt na złoto. Już teraz widać, że nowe cła na towary z Chin, jakie wprowadzają USA, powodują, że cena złota wzrasta, choć już nie tak spektakularnie, jak jeszcze kilka lat temu – uzupełnia Marta Bassani-Prusik
Rzadkie dobra dla kolekcjonerów
Wśród inwestycji alternatywnych są jeszcze te polegające na budowie kolekcji rzadkich zegarków, alkoholi, dzieł sztuki czy klasycznych samochodów, czyli zakupie unikatowych przedmiotów, które występują w mocno ograniczonej liczbie egzemplarzy, czasem wyłącznie… w jednym. Zdaniem ekspertów trudno jest jednoznacznie wskazać, która z nich jest najkorzystniejsza pod względem finansowym. Dzieje się tak, ponieważ rzadko występują tu indeksy, które byłyby ze sobą porównywalne.
– Nie występuje tu tym samym unifikacja przedmiotów, którymi się obraca jak na rynkach finansowych. Nie ma tu również miejsca na giełdy z dużą liczbą transakcji, które można by codziennie monitorować. Określone dzieło sztuki czy klasyczny samochód mogą pojawić się na rynku raz na kilka czy kilkadziesiąt lat. Są to rynki kolekcjonerskie, oparte na miłośnikach i fascynatach, którzy sukcesywnie tworzą swoje kolekcje. W związku z tym nie ma tu większej liczby zakupów spekulacyjnych i dzięki temu właśnie możemy mówić, że są to rynki alternatywne w stosunku do finansowych i obecność na nich może być sposobem na dywersyfikację naszego portfela inwestycyjnego – uważa Piotr Suchodolski, dyrektor działu komunikacji zewnętrznej w spółce Wealth Solutions.
Nie oznacza to jednak, że na rynkach tych nie podejmuje się prób tworzenia różnych indeksów, dzięki którym można śledzić ogólne trendy. Pamiętać jednak należy, że oparte są one na konkretnym koszyku przedmiotów, na którym dochodzi przeważnie do niewielkiej liczby transakcji.
Dla przykładu: indeks IGS 1000 – monitorujący ceny tysiąca kolekcjonerskich butelek whisky na rynku aukcyjnym – w 2017 r. wzrósł o 27,51 proc., a w ciągu trzech lat o 102,23 proc. (według ostatniego raportu rocznego). Z kolei śledzący ceny samochodów klasycznych indeks HAGI Top 50 w ciągu ostatniego roku wzrósł o 6 proc., w ciągu 3 lat o około 26 proc., a na przestrzeni 10 lat o 253 proc.
Oczywiście nie brakuje również przykładów konkretnych przedmiotów kolekcjonerskich, które dały swoim właścicielom solidnie zarobić. Na przykład w maju na aukcji sprzedana została butelka whisky Ardbeg 1975, zabutelkowana przez firmę Cadenhead.
– Kwota, jaką zapłacił za nią szczęśliwy nabywca, to 3355 funtów. Trzeba jednak w tym miejscu dodać, że jeszcze w 2013 r. można było ją kupić za 380 funtów, czyli przez te parę lat zdrożała ona o 783 proc. Z kolei whisky Karuizawa 1964 48 YO, którą mieliśmy przyjemność zaoferować naszym klientom w 2012 r. za kwotę 4,7 tys. funtów, na ostatnich aukcjach w Chinach była sprzedawana za ponad 20 tys. funtów – wymienia Piotr Suchodolski.
Innym przykładem może być Ferrari GTO 250, które w 2002 r. zostało sprzedane za astronomiczną jak na owe czasy kwotę 8,5 mln dol., a 10 lat później już za 35 mln dol. To jednak nie koniec, ponieważ dwa lata później auto zmieniło właściciela za 38 mln dol., a w 2018 r. kolejne tego typu auto zostało zlicytowane za 70 mln dol.
Oprócz korzyści finansowych dodatkowym bodźcem zachęcającym do takiej lokaty kapitału może być łączenie własnych pasji z inwestycjami oraz tak zwana dywidenda emocjonalna. Jest nią przyjemność z obcowania z dziełami sztuki, rzadkimi samochodami, luksusowymi przedmiotami czy możliwość zaprezentowania ich z dumą w towarzystwie. Próżno szukać takich emocji wśród inwestorów na rynkach finansowych. Z kolekcjonowaniem wiążą się także niejednokrotnie korzyści podatkowe, różne w zależności od kraju. W Polsce zyski osiągane przy sprzedaży takich przedmiotów są zwolnione z podatku dochodowego (pod warunkiem że do ich sprzedaży nie dojdzie wcześniej niż po upływie sześciu miesięcy od zakupu). Pamiętać należy, że z założenia taka lokata kapitału – jak przy złocie – ma charakter długoterminowy, przynajmniej na kilka lat, i że płynność jest dużo mniejsza niż na rynkach finansowych.
Tak jak przy złocie, na rynkach kolekcjonerskich nie ma właściwie dolnej granicy inwestycji. Swoją przygodę z nimi można zacząć już od stosunkowo niedużych kwot. Dla przykładu fotografie czy nieduże prace młodych artystów możemy nabyć już na kilka tysięcy złotych. Są jednak pewne poziomy rekomendowane na poszczególnych rynkach. Na przykład dla alkoholi kolekcjonerskich jest to 20–30 tys. zł. Warto również dodać, że w celu dywersyfikacji rekomenduje się zainwestowanie około 10 proc. ogólnej wartości portfela.
W jakie konkretnie przedmioty z tych kategorii inwestować?
– Obecnie na rynku whisky bardzo ciekawie prezentują się wzrosty cen butelek pochodzących z zamkniętych destylarni i z Japonii. Tylko w pierwszym półroczu 2018 r. indeks śledzący ceny whisky Rosebank (Rosebank OB Index) wzrósł o 20,9 proc. Notowania indeksów Port Ellen i Brora wzrosły odpowiednio o 17,5 oraz 10,6 proc. Warto również dodać, że od 31 grudnia 2012 r. (czyli od początku notowań) do końca sierpnia obecnego roku Brora OB Index wzrósł już o 317,4 proc. Z kolei indeks śledzący ceny japońskiej whisky Karuizawa w ciągu ostatnich 5 lat wzrósł już o 345,5 proc. – wyjaśnia Piotr Suchodolski.
Jeśli spojrzymy trochę szerzej na rynek alkoholi, to warto się zainteresować unikatowymi rumami, które stają się coraz modniejsze i są przez miłośników whisky uważane za ciekawą alternatywę. Na rynku sztuki z kolei warto śledzić kariery młodych polskich artystów, ponieważ coraz częściej, dzięki pracy profesjonalnych galerii sztuki, odnoszą oni sukcesy międzynarodowe, a co za tym idzie, wyceny ich prac znacznie rosną. Plusem tego segmentu rynku sztuki jest to, że ceny prac młodych artystów na pierwszych szczeblach kariery są czasem bardzo przystępne.
partner dodatku
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu