Już odczuwamy skutki starcia juana z dolarem
Złoty osłabł i spadły rentowności polskich obligacji. Ale prawdziwy test odporności polskiej gospodarki może być dopiero przed nami
Frankowicze powinni z uwagą wsłuchiwać się w doniesienia z USA i Chin, bo znów zadziałał mechanizm ucieczki do tzw. bezpiecznych przystani – czyli odpływu kapitału do aktywów uważanych za stabilne. Widać to chociażby w notowaniach złota: cena uncji oscyluje dziś wokół 1500 dol. i jest o ok. 100 dol. wyższa niż na początku sierpnia. Kruszec zwyczajowo jest uznawany za lokatę kapitału odporną na zawirowania na rynkach (choć nie zawsze ta teoria się sprawdzała w ostatnich latach, gdy złoto również było przedmiotem spekulacji). Jednak frankowiczów bardziej zapewne obchodzi to, że za bezpieczną przystań uważana jest też szwajcarska waluta. Od kilkunastu tygodni frank systematycznie umacnia się wobec europejskiej waluty. Co automatycznie przekłada się na coraz większą jego wartość w złotych. Proces ten przyspieszył na początku sierpnia, wtedy, gdy Donald Trump zapowiedział nałożenie nowych ceł na import z Chin. W tym miesiącu frank podrożał o 10 gr i obecnie jego kurs zmierza w kierunku 4 zł. Co jest poziomem nienotowanym od 2017 r.
Nie wszystkie bezpośrednie skutki eskalacji napięcia między USA a Chinami są negatywne. Pomieszanie strachu przed ryzykiem z szukaniem zyskownych inwestycji wspiera polskie obligacje skarbowe. Na długoterminowych papierach takich krajów jak Niemcy – które są uważane za pewnego emitenta – trudno o zarobek, bo ich rentowności są ujemne. Nasze dają zysk i bezpieczeństwo, więc rośnie na nie popyt. W efekcie wczoraj rentowność obligacji dziesięcioletnich wyniosła 1,941 proc., najmniej w historii. Rekordowo niska jest też dochodowość obligacji pięcioletnich, na poziomie 1,761 proc.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.