"Kongres" - recenzja
Film Ariego Folmana jest wyraźnie podzielony na dwie części. Pierwsza,
zresztą znakomita, jest ironicznym i dość gorzkim spojrzeniem na sławę i
współczesny przemysł filmowy, stawia dość poważne w sumie pytania o
istotę aktorstwa. Druga – animowana – to wizyta Robin na zorganizowanym
przez wytwórnię zjeździe. I tu dopiero zaczyna się „Kongres” inspirowany
Lemem.