Razem w hołdzieNa co dzień obok siebie, a tak rzadko razem. Tragedia w Smoleńsku połączyła nas znowu w społeczeństwo. Uciszyła na chwilę polityczne spory, splotła nas w długi szpaler na ulicach Warszawy. Droga prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Rosji do Polski usłana była słowami przyjaźni. Ulice kwiatami i zniczami. Oklaski i śpiew prowadziły kondukt z powrotem do Pałacu Prezydenckiego. Hołd oddawano w całym kraju, w polskich ambasadach na świecie. Kondolencje, słowa otuchy i współczucia, tak naturalne w chwilach tragedii, tym razem były nawet dla nas zaskakujące. Gesty i słowa pojednania, jakie płynęły z Moskwy, jakiś czas jeszcze będziemy próbowali zrozumieć. Inaczej patrzyliśmy na nasz kraj. Na co dzień nieporadny, trudno reformowalny, a w tych dniach zaskakująco prężny, doskonale przygotowany na krańcowo trudne sytuacje. Jakbyśmy się obudzili w nowej rzeczywistości. Nowej, ale i z jeszcze mniej przewidywalną sceną polityczną.01 lipca 2018