Independencia. Okno możliwości, które zostanie wykorzystane
Po niepodległościowym głosowaniu w Katalonii spodziewano się, że Barcelona i Madryt zaczną szukać kompromisu. Starcia z policją mogą jednak zahamować ten proces
Hiszpański rząd przegrał to referendum jeszcze zanim zaczęto liczyć głosy. Albo nawet zanim pierwsze z nich wrzucono do urn. Co z tego, że w świetle prawa referendum jest niezgodne z konstytucją, zatem nielegalne, skoro w świat poszły obrazy funkcjonariuszy Guardia Civil rozpędzających pałkami ludzi, którzy chcieli wziąć udział w plebiscycie na temat przyszłości swego kraju, i poturbowanych leżących na chodnikach? Lub policjantów wkraczających o świcie do komisji wyborczych i wynoszących z nich w czarnych skrzyniach skonfiskowane karty do głosowania? Albo strażaków formujących żywy kordon, żeby im w tym przeszkodzić? Po południu władze katalońskie podały, że w starciach rany odniosło 465 osób, choć zapewne nie jest to jeszcze ostateczny bilans. Jeśli rano ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy i jak głosować, to nawet mając krytyczny stosunek do rządu Carlesa Puigdemonta, te sceny pomogły się ich pozbyć. Jeśli ktoś uważał, że secesję Katalonii da się powstrzymać, to będzie musiał zmienić zdanie. Może nie nastąpi to od razu, może rozwód potrwa miesiące albo nawet kilka lat, ale wczorajszy dzień zostanie zapamiętany jako punkt zwrotny w skomplikowanych dziejach relacji Barcelony z Madrytem.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.