Petropaństwo przed odwykiem
Nieszczęściem Wenezuelczyków jest ich największe bogactwo. Przez nie doświadczają tego, co bywa udziałem dzieci milionerów i gwiazd show-biznesu, które zabiły zbyt łatwe pieniądze
Wenezuela tonie po cichu. Coraz bardziej skołatany świat ma ważniejsze sprawy na głowie, a nerwicowa nadaktywność Donalda Trumpa zafunduje mu zapewne wiele nowych kłopotów. Tymczasem upadek południowoamerykańskiego kraju zdaje się już rzeczą nieuchronną. Przy czym należy się obawiać scenariusza libijskiego. Rządzący od śmierci Cháveza jego protegowany, były kierowca autobusu Nicolás Maduro nie zamierza rozstać się z władzą. Choć jednocześnie robi wiele dla przyśpieszenia katastrofy. Jego postawy nie zmieniła nawet klęska w wyborach parlamentarnych, gdy w grudniu 2015 r. opozycyjna Koalicja na rzecz Jedności Demokratycznej zdobyła ponad dwie trzecie mandatów. Co dało jej większość konstytucyjną. Maduro zdołał jednak utrzymać kontrolę nad administracją, policją, wojskiem i Sądem Najwyższym. To ostatnie okazało się wyjątkowo istotne, bo posłuszni sędziowie hurtowo unieważniają wszelkie uchwalane przez parlament ustawy.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.