Dziennik Gazeta Prawana logo

Zamknąć miasto

2 lipca 2018

Ograniczenia w sprzedaży alkoholu bywają przydatne w budowaniu wizerunku władzy jako opiekuna, który za dobre uczynki nagradza, a za złe karze. Ale problemów związanych z nałogiem nie rozwiązują. Australijczycy wiedzą o tym doskonale

Był 31 grudnia 2013 r., ostatnia noc w życiu 18-letniego Daniela Christie. Dochodziła 21.00, w sylwestra to zdecydowanie nie jest późna pora. A już na pewno nie w takich miejscach jak Kings Cross. To jedna z bardziej znanych dzielnic Sydney, największego miasta w Australii. Sławę poza Australią zyskała w latach 60. i 70., gdy zaczęli się tam pojawiać amerykańscy żołnierze na przepustkach z Wietnamu. Powszechność ataków partyzantki Wietkongu skutecznie uniemożliwiała stworzenie w Indochinach bezpiecznych stref dla żołnierzy, tzw. rest and relax. Chętnie wysyłano więc marines poza niebezpieczny kraj. Anglojęzyczna Australia była kierunkiem bardziej niż idealnym. Żołnierze musieli mieć jeszcze możliwość rozładowania wywoływanego przegrywanym konfliktem napięcia. Zaś Kings Cross było pod tym względem jak żyzna gleba czekająca na zagospodarowanie. Od początku XX w. dzielnica pracowała na swoją reputację lokalnego "jądra ciemności". Koegzystowały tu burdele i knajpy uwielbiane przez australijską bohemę. Wszystkie w alkohol zaopatrywały miejscowe meliny rządzone przez mafię.

Pozostało 91% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.