Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka komunalna

Niczyja odpowiedzialność, czyli dlaczego toksyczne odpady w Kutnie nie musiały płonąć

29 lipca 2020
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W gaszenie pożaru sprzed kilku dni zaangażowało się 21 jednostek straży pożarnej. Płonęło 850 m sześc. odpadów niebezpiecznych. Do atmosfery uwolniły się trujące substancje... Historia lubi się powtarzać, bo schemat stojący za patologią, która doprowadziła do skażenia środowiska, działa podobnie od lat.

Beczki z chemikaliami gromadził w magazynie przedsiębiorca. Miał do tego prawo na podstawie decyzji udzielonych najpierw przez wojewodę (w 2007 r., później była to kompetencja marszałka województwa), a następnie starostę kutnowskiego (wydana w 2016 r.). Pierwsza decyzja wygasła, gdy zmieniły się przepisy i przedsiębiorcy musieli w 2016 r. zaktualizować pozwolenia na gospodarowanie odpadami (ta firma tego nie zrobiła). Drugą decyzję – z 31 grudnia 2018 r. – starosta wycofał (dotyczyła obszaru wydzielonego na terenie magazynu) w związku z sygnałami o nieprawidłowościach. Mimo to odpady niebezpieczne leżały aż do soboty 25 lipca tego roku, gdy część z ponad 5 tys. ton poszła z dymem, emitując kłęby toksycznego dymu, trując środowisko i mieszkańców.

Nie doszłoby do pożaru, gdyby po kontrolach – Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska (WIOŚ) w Łodzi informuje, że były trzy – odpowiedzialność za śmieci wzięły władze samorządowe i odpady sprzątnęły w trybie wykonania zastępczego. Artur Owczarek, dyrektor WIOŚ w Łodzi, mówi: – Wiadomo było, że niebezpieczne substancje wylewają się z beczek. Pojemniki stały jeden na drugim. Do rozszczelnienia i wylania chemikaliów wystarczyło, że jeden leżał krzywo.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.