Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka komunalna

Dziki komis na parkingu

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Luka w prawie umożliwia handlarzom swobodne zajmowanie publicznych parkingów. Mieszkańcy protestują, bo nie mają gdzie stawiać swoich aut

Komis widmo - to najnowszy problem miejskich włodarzy. Mechanizm jego działania jest prosty. Osoby, które zawodowo trudnią się sprowadzaniem z zachodu używanych samochodów, stawiają je na ogólnodostępnych parkingach, a potem wystawiają na aukcjach internetowych. Komis oficjalnie nie istnieje i nie reklamuje się. Dzięki temu nie musi nawet mieć zgody na zajęcie terenu do prowadzenia działalności gospodarczej.

Tego typu półlegalne komisy działają w całej Polsce - w tym roku na ich działalność skarżyli się m.in. mieszkańcy Warszawy, Chełma, Rzeszowa czy Tomaszowa Lubelskiego. - W tej sprawie interweniowaliśmy u burmistrza i w zarządzie dróg miejskich, ale bez skutku - mówi nam mieszkaniec osiedla na warszawskim Mokotowie. Dodaje, że od trzech lat parking zajmuje kilkanaście samochodów na niemieckich rejestracjach, a mieszkańcy nie mają gdzie parkować swoich aut.

Lokalne władze niewiele mogą poradzić na ten proceder. - Takimi sprawami zajmuje się Zarząd Dróg Miejskich - mówi Jacek Dzierżanowski, rzecznik burmistrza Mokotowa. Ale okazało się, że ZDM również ma związane ręce. Powód? Brak podstaw prawnych do usunięcia komisu z parkingu. Z naszych ustaleń wynika, że nieoficjalnie padła propozycja rozszerzenia strefy płatnego parkowania - tak by opłaty objęły także komis. Ale na to nie chcieli się zgodzić mieszkańcy.

Zdaniem ekspertów patowa sytuacja jest rezultatem dziurawego prawa dotyczącego korzystania z miejskiej przestrzeni publicznej. A problem dzikich komisów samochodowych to tylko element kłopotliwej układanki.

- Brak regulacji w tym względzie powoduje też, że np. przerobienie samochodu na stojącą na kołach reklamę pozwala na ominięcie przepisów o drogach publicznych - mówi Wojciech Jagnieża, prawnik z kancelarii Bird & Bird.

Także Dorota Wesołowska z poznańskiego ZDM zgadza się, że nie sposób skutecznie zwalczać dzikich komisów bez odpowiednich narzędzi prawnych. - Bardzo często ustawodawca nie jest w stanie przewidzieć pewnych sytuacji - przyznaje.

Kilka lat temu Poznań przekonał się o tym, walcząc z mobilnymi reklamami na parkingach. By się ich pozbyć, konieczna była zmiana prawa - wcześniej nie można było nakładać opłat za parkowanie, bo przyczepy nie były traktowane jak pojazdy. Po licznych zatargach ZDM z firmami reklamowymi władze w końcu uznały przyczepy za nośniki reklam, do których stawiania konieczna jest zgoda zarządcy drogi.

Ale eksperci są zdania, że do takich sytuacji nie dochodziłoby w ogóle, gdyby kompleksowo uregulowano dopuszczalne formy korzystania z dróg (łącznie z pasem przydrożnym) w obrębie miast. - Dopóki zmiany systemowe nie zostaną wprowadzone, samorządy pozostaną bez środków prawnych do walki z procederem dzikich komisów czy samonośnych reklam - ostrzega Wojciech Jagnieża.

@RY1@i02/2011/203/i02.2011.203.00000070b.802.jpg@RY2@

marcin kaliński

Jeden z nieoficjalnych komisów samochodowych na warszawskim Mokotowie

Tomasz Żółciak

tomasz.zolciak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.