Jak się pisze kodeksy, czyli o dobijaniu pokrzywdzonych
Jan Kowalski został oszukany. Towar, który zamówił w sklepie internetowym po okazyjnej cenie, nigdy do niego nie dotarł, a sprzedawca przepadł. Pokrzywdzony postanowił, że oszustowi nie odpuści. Przestępca miał pecha - Jan Kowalski jest prawnikiem. Wprawdzie prawo ukończył w połowie lat 90., kiedy obowiązywały poprzednie kodyfikacje, a w późniejszym życiu zawodowym z prawem karnym nie miał już kontaktu, ale to przecież żaden problem. Wszak uczelnia nauczyła go rozumienia i stosowania przepisów różnych gałęzi prawa, wystarczy więc zajrzeć do odpowiedniego kodeksu. Od czego by tu zacząć? Chyba od zapoznania się ze swoimi uprawnieniami. Tyle się ostatnio mówi o trosce i gwarancjach dla pokrzywdzonego, że jako prawnik wykorzysta je wszystkie i internetowemu oszustowi tak dopiecze, że odechce mu się krzywdzić ludzi. Kowalskiemu jednak trudno jakoś przebić się przez regulacje kodeksu postępowania karnego z 1997 r... Pomimo początkowego poirytowania, w końcu udaje mu się znaleźć odpowiedni przepis:
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.