Sądowe DNA bez tajemnic
99,99999 proc. Taka jest wiarygodność badania DNA. Tyle że ślepa wiara w matematykę może prowadzić do wielu niesłusznych skazań. Przykład z ostatnich dni: Tomasz Komenda
Na ławie oskarżonych zasiada mężczyzna oskarżony o zabicie swojej żony. W ostatnich miesiącach między małżonkami się nie układało. Alibi mężczyzny jest niezbyt mocne. Jego skazanie wydaje się być przesądzone, bo na nożu, którym zabito kobietę, znaleziono jego ślady DNA. To jedyny dowód, ale bardzo mocny. W końcu prawdopodobieństwo uzyskania prawdziwego wyniku wynosi aż 99,99999 proc. Linia obrony wydaje się kuriozalna. Mężczyzna opowiada, że w dniu feralnego zdarzenia wziął rano prysznic i przez pomyłkę wytarł się w ręcznik żony. Następnie umyła się żona i wytarła się w ten sam ręcznik. Mężczyzna poszedł do pracy, żona również. Potem kobieta została napadnięta, sprawca przystawił jej nóż do policzka, a następnie poderżnął gardło. - I po prostu DNA mężczyzny przeniosło się z ręcznika jego żony na nią, a następnie z jej policzka na nóż sprawcy - przekonywał obrońca. Brzmi absurdalnie? Cóż, przeprowadzono eksperyment procesowy. Okazało się, że to możliwe. Sprawa miała miejsce w 2007 r. w Stanach Zjednoczonych. Przed sądem stanął lekarz. Wyszedł na wolność.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.