Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Pręgierz dla producentów tytoniu

29 czerwca 2018

Ochrona zdrowia musi kosztować. Ministerstwo Zdrowia chce, aby zapłacili za nią przedsiębiorcy z branży tytoniowej

Resort opublikował właśnie projekt nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Zrobił to zresztą zdaniem biznesu bardzo późno, gdyż większość przepisów musi zacząć obowiązywać 20 maja 2016 r. A to dlatego, że wiele nowych regulacji ma stanowić implementację dyrektywy 2014/40/UE mającej na celu zbliżenie przepisów państw członkowskich w zakresie produkcji, prezentowania i sprzedaży wyrobów tytoniowych.

- Na tym przykładzie widać, że ludzie w ministerstwach nie mają szacunku do przedsiębiorców - nie ukrywa rozczarowania dr Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Jak wskazuje, paradoksalnie przedsiębiorcy od wielu miesięcy domagali się od urzędników, aby jak najszybciej uchwalono nowe przepisy. Wiele firm z branży będzie bowiem musiało zmienić model biznesowy, a część - zadbać też o nowe linie produkcyjne.

- Tego się nie da zrobić z tygodnia na tydzień - przekonuje dr Biadun.

W Ministerstwie Zdrowia nie ukrywają zaś, że nie ma większych szans na to, aby nowe przepisy uchwalili posłowie jeszcze tej kadencji.

- Resort tłumaczy, że zdąży w terminie, czyli do 20 maja 2016 r. Ale nie patrzy na to, że firmy nie dostaną w ogóle czasu na przystosowanie się do nowych warunków wykonywania działalności gospodarczej. To nie w porządku - twierdzi ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Nadmierne restrykcje

Przepisy dyrektywy tytoniowej wprowadzają m.in. zakaz stosowania charakterystycznych polepszających smak aromatów. To zaś dla wielu producentów może być problem, gdyż znaczącą część ich oferty stanowią właśnie papierosy wzbogacane. Przedsiębiorcy będą też lepiej kontrolowani. Ale lepiej w tym przypadku oznacza także drożej - resort zdrowia nie ukrywa, że potrzebne będą nowe urzędnicze etaty.

Przekonuje, że na kontrolach i dopuszczaniu produktów do użytku budżet państwa zyska. Zyskać też mają przeciętni użytkownicy tytoniu. Urzędnicy bowiem liczą na to, że część osób, gdy papierosy staną się droższe, po prostu przestanie palić.

- To błędne założenie. Bogatsi będą po prostu więcej wydawali na tytoń, a biedniejsi zaczną go nabywać z podejrzanych źródeł - twierdzi dr Dobrawa Biadun.

Podobnie uważa radca prawny Tomasz Madejczyk. Wskazuje, że co prawda zdrowie publiczne jest bardzo ważną wartością, jednakże pod uwagę należy wziąć również interesy ekonomiczne krajowego rynku wyrobów tytoniowych.

- Prawidłowym instrumentarium, które należałoby zastosować w zakresie dopuszczalnym dyrektywą, są obowiązki informacyjne i edukacyjne, a nie zakaz legalnego obrotu poszczególnymi produktami tytoniowymi - mówi mec. Madejczyk.

- Zaostrzenie prawa wcale nie spowoduje zmniejszenia konsumpcji tytoniu w krótkim czasie. Doprowadzi jedynie do zwiększenia konsumpcji nielegalnych wyrobów, co przełoży się na straty dla gospodarki, a co za tym idzie dla budżetu państwa - uważa prawnik.

E-problem

Największe zmiany czekają jednak tych, którzy handlują e-papierosami. Obecnie to rynek w zasadzie bez regulacji. Po wejściu w życie nowelizacji zostaną określone:

jakie zabezpieczenia przed używaniem przez dzieci będą miały elektroniczne papierosy,

w jaki sposób funkcjonować będą pojemniki z nikotyną oraz jaką będą miały objętość,

jakie będą obostrzone warunki reklamowania tych wyrobów,

Pojawi się też zakaz sprzedaży tego typu produktów nieletnim.

Katalog nowych obowiązków i ograniczeń dla przedsiębiorców jest bardzo szeroki.

Najwięcej wątpliwości jednak mogą budzić przepisy zobowiązujące importerów i producentów papierosów elektronicznych, aby o zamiarze wprowadzenia nowego produktu na rynek informowali właściwe służby na co najmniej 6 miesięcy wcześniej. To zdaniem niektórych ekspertów w praktyce może zupełnie ograniczyć sens oferowania nowych produktów, gdyż takich ruchów na ogół nie planuje się z półrocznym wyprzedzeniem.

Wiceminister zdrowia Beata Małecka-Libera przyznaje, że intencją przyświecającą resortowi były przede wszystkim kwestie zdrowotne, a nie te z zakresu swobody działalności gospodarczej. Ale jak dodaje, od tego jest czas przewidziany na konsultacje, aby inne podmioty zgłosiły swoje uwagi.

- My jako ministerstwo coś zaproponowaliśmy, co nie oznacza, że ostatecznie w tej formie ustawa zostanie przyjęta - przypomina Małecka-Libera.

@RY1@i02/2015/136/i02.2015.136.18300040a.802.jpg@RY2@

Spalony potencjał

Patryk Słowik

patryk.slowik@infor.pl

Projekt ustawy przekazany do konsultacji

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.