Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

O DPS przypominamy sobie tylko w obliczu tragedii

20 kwietnia 2020
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

P od koniec stycznia resort zdrowia zaprosił dziennikarzy, by porozmawiać o koronawirusie. Rozważane były różne hipotetyczne wówczas scenariusze. Dopytywano o to, co będzie, gdy pacjent zero trafi nie na oddział zakaźny, tylko na zwykły SOR i rozniesie wirusa po całej poczekalni. Jeden z kolegów zapytał, kto będzie za to odpowiadał. Minister się roześmiał, mówiąc, że nie mamy jeszcze żadnego przypadku koronawirusa w Polsce, a już szukamy winnych.

Minęły trzy miesiące, mamy już ok. 10 tys. przypadków i poszukiwanie winnych trwa w najlepsze. Z udziałem prokuratury. Kozła ofiarnego zawsze można znaleźć. Pod każdą decyzją musi być przecież jakiś podpis. Zwykle zawodzi czynnik ludzki. Pokazał to chociażby przykład szpitala w Grójcu, gdzie wiele skandalicznych błędów i zaniedbań doprowadziło do katastrofy. Pewnie są domy pomocy społecznej, gdzie również popełniono błędy. Może prokuratura powinna to sprawdzić. Przykre jest jednak to, że dopiero teraz, w trakcie epidemii, do opinii społecznej dociera, jak źle się dzieje w tych placówkach.

A przecież taka sytuacja ma miejsce od lat. Nie bez przyczyny większość polskich seniorów niczego nie boi się bardziej niż oddania do domu starców. Ale na co dzień się o tym nie mówi. Nikt też chyba zawczasu nie pomyślał, że właśnie tam koronawirus może zebrać największe żniwo. Ich pensjonariusze to przecież osoby najsłabsze – stare, schorowane, z głębokimi niepełnosprawnościami – których głos nie ma siły przebicia. Mało słyszalny jest też głos ich rodzin. Bo do DPS trafiają głównie ci, którzy ich nie mają albo którymi się one nie interesują. U nas to wciąż stygmat.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.