Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Moja piłkarska eschatologia

Katowice, ul. Robotnicza. 1978 r.
Katowice, ul. Robotnicza. 1978 r.
9 lipca 2021
Ten tekst przeczytasz w 17 minut

Nie mógłbym kibicować drużynie, której meczu nigdy bym nie widział na żywo – to jak wyprowadzanie pieniędzy do rajów podatkowych. Moją jedyną kibicowską walutą są emocje i wolę płacić kibicowskie podatki u siebie, na Śląsku

Kibic musi mieć swój Wielki Wybuch, mecz, od którego liczy się dzieje. Moim był finał Ligi Mistrzów z 1999 r. Miałem wówczas lat dziesięć, prawie dziesięć i pół, niebawem pod nosem miał sypnąć się wąs. Miesiące poprzedzające ten mecz pamiętam słabo. Wiem, że był mundial we Francji, zaś w II rundzie Pucharu UEFA kibol Wisły Kraków rzucił nożem w głowę Dino Baggio z Parmy. A, i był kolega, który wykorzystując moją nieznajomość rzeczy, wkręcił mnie publicznie, że pewien wybitny gruziński piłkarz nazywa się Kałmanawardze.

Aż nadszedł finał LM: na Camp Nou grał Bayern Monachium z Manchesterem United. Byłem na zielonej szkole, chodziło się spać wcześnie, mecz był późno i dlatego pani Danusia oznajmiła, że ci, którzy chcą go zobaczyć, mogą oglądać, a reszta idzie spać. Wszyscy chcieli, a świetlica, w której weekendami odbywały się dyskoteki, zaroiła się od kibiców oraz młodocianych cynicznych oportunistów – w tej drugiej grupie byłem ja. Wówczas po raz pierwszy w życiu zostałem kibicem na gapę.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.