Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Jak wykorzystać kozę, czyli co dalej z reparacjami

Reparacje wojenne do relacji polsko -niemieckich PiS wprowadził rękami „jeszcze wiceministra” Arkadiusza Mularczyka
Reparacje wojenne do relacji polsko -niemieckich PiS wprowadził rękami „jeszcze wiceministra” Arkadiusza Mularczykafot. Tomasz Jastrzębowski/Reporter
19 października 2023
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

N ie opadł jeszcze powyborczy kurz, nie wiemy więc na razie, kto będzie szefował Ministerstwu Spraw Zagranicznych ani nawet która partia będzie grać tam pierwsze skrzypce. Ale wiemy, że radykalnie zmienią się relacje z naszym największym partnerem gospodarczym i najbardziej istotnym sąsiadem – Niemcami. Jednak poza ogólną poprawą atmosfery i końcem „szczucia na Niemca” czy wieszczenia powstania nad Wisłą kolejnej Rzeszy warto przypomnieć, że choć Prawo i Sprawiedliwość zwracało na to uwagę w sposób karykaturalny, Rzeczpospolita i Republika Federalna Niemiec mają różne interesy. Czasem mniej, czasem bardziej zbieżne.

Dobrym przykładem są tu reparacje wojenne. PiS rękami „jeszcze wiceministra” Arkadiusza Mularczyka wprowadziło je do relacji polsko-niemieckich niczym przysłowiową kozę i teraz będzie czas ją wyprowadzić. Powiedzmy sobie wprost – nie ma żadnej szansy, by rząd w Berlinie zapłacił Polakom – trzymając się nomenklatury Konfederacji – „pierdyliardy euro”. To się nie wydarzy. I chyba nie wierzy w to nawet Mularczyk. Wydaje się jednak, że błędem ze strony przyszłego pana czy pani minister byłoby po prostu stwierdzenie, że polska strona tylko tak niesmacznie żartowała i teraz już będziemy się zachowywać jak prawdziwi Europejczycy, a tematu reparacji nie ma. Koza wyprowadzona.

Tę sytuację warto wykorzystać i za jej wyprowadzenie uzyskać korzyści, które np. objawią się w postaci koncesji politycznych albo będą bardzo wymierne, jak proponowane już jakiś czas temu finansowanie sprzętu wojskowego dla Polski przez Niemcy. Brzmi to mało prawdopodobnie, ale jeśli nikt nie spróbuje, to na pewno się nie uda. Bo kozę tak po prostu zawsze zdążymy wyprowadzić, jednak korzystniej jest to zrobić, otrzymując coś w zamian. Skorzystalibyśmy wszyscy, a przyszły minister mógłby się na arenie wewnętrznej chwalić nie lada sukcesem.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.