Europa jako plansza, Niemcy jako widz
Kanclerz Merz ustawiony do pamiątkowego family photo jako tło na scenie w Szarm el-Szejk i niemiecki minister spraw zagranicznych z odwołanym lotem do Pekinu. Te dwa kadry pokazują, że Niemcy coraz częściej nie grają, tylko patrzą, jak grają inni. I zaskakująco boleśnie przeżywają tę swoją nieistotność - felieton dr Anny Kwiatkowskiej z OSW, współautorki podcastu „Niemcy w ruinie?”.
Niby zarówno niemiecka klasa polityczna, jak i tzw. liderzy opinii wiedzą, że Niemcy nie są prawdziwym global playerem. Ale co innego wiedzieć, co innego tę wiedzę przyswoić, a jeszcze co innego okiełznać ambicje. Wśród niemieckich ekspertów i dziennikarzy komentujących ostatnie wydarzenia na scenie międzynarodowej dominowała konsternacja wymieszana z autentycznym poczuciem krzywdy. Najpierw rozlała się fala goryczy po redukcji Niemiec do dekoracji reżyserowanego przez Donalda Trumpa wielkiego przedstawienia rozejmowego w sprawie Strefy Gazy. Nie pomogło, że inni przywódcy europejscy zostali potraktowani nie lepiej. W niemieckiej debacie pojawił się język zawstydzenia i bezsilności wobec faktu, że scenariusz i światła reflektorów na tej scenie należały jedynie do Waszyngtonu oraz regionalnych mediatorów. Nierzadka była konstatacja, że Europa skompromitowała się do cna, a Berlin przestał być potrzebnym ogniwem w tak ważnych negocjacjach. I to mimo „specjalnych stosunków” z Izraelem.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.