Informatyzacja po polsku
Od kilku lat systematycznie informatyzujemy nasz wymiar sprawiedliwości. W każdym sądzie gołym okiem widać już skok cywilizacyjny. Mamy już elektroniczne wokandy. Nie wszędzie działające (bo często popsute), ale mamy. Mamy także od jakiegoś czasu elektroniczne protokoły rozpraw. Na razie głównie na papierze, ale gdzieś we Wrocławiu jest jakiś projekt pilotażowy. I tego się trzymajmy. Jest nieźle, a będzie jeszcze lepiej. Na sali rozpraw stenotypistka już nie zagłusza samego sędziego, adwokata i świadka. Sędzia ma dziś na sali nawet laptopa. Jest też internet. Elektroniczny dostęp do ksiąg wieczystych. Strony mają do dyspozycji elektroniczne postępowanie upominawcze i e-sąd. Na informatyzacji nie można oszczędzać.
Jednak skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Sędzia w stołecznym sądzie twierdzi, że obowiązująca ustawa nie obowiązuje, bo tak wynika z jej komputera. Zapewne jednak nie było w sądzie dogłębnych szkoleń z obsługi komercyjnych baz danych. Zabrakło na to czasu. Poza tym sędzia miała przed sobą tylko jeden program informacji prawnej, a na rynku są co najmniej trzy. Prezes zaoszczędził, tylko czy w słusznej sprawie? Czy rzeczywiście sędzia, który chce wiedzieć więcej, musi zafundować sobie pozostałe programy z własnej kieszeni?
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.