Nowy podatek zamiast cięć
Ten podatek jest pewny jak w banku. Nie chodzi nawet o to, że wczoraj po SLD jako zwolennicy wprowadzenia podatku bankowego zadeklarowali się politycy PiS. Większe znaczenie ma to, że przychylny klimat dla takiego rozwiązania - oczywiście w różnych wersjach - panuje w największych krajach Unii. Ale argumentem decydującym jest to, że według różnych szacunków od 3 do 7 miliardów może w zasadzie bezboleśnie trafić do budżetu. Nie ma rządu, który nie oprze się takiej pokusie, zwłaszcza w trudnych czasach.
Na razie słyszę argumenty typu "nikt nie chce się narazić bankom". A ze strony samych bankowców już podnoszą się lamenty, jak ten ewentualny podatek odbije się na ich biznesie i ich klientach. Bez przesady. W pierwszym przypadku trzeba zwrócić uwagę na reputację sektora bankowego, która ostatnio nie jest najlepsza, co może służyć przypływowi odwagi. W drugim - liczy się olbrzymia konkurencja, banki nie mogą sobie pozwolić na zbyt wiele wobec klientów, bo ci po prostu uciekną.
Najbardziej drażniące w tej historii jest coś innego - w Polsce szykuje się nowy podatek, a nie nowe cięcia wydatków.
@RY1@i02/2010/167/i02.2010.167.000.002f.001.jpg@RY2@
Marcin Piasecki
Marcin Piasecki
marcin.piasecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu