Azbestowa bomba
Kiedy w 2006 r. do portu w Gdańsku wpłynął holenderski statek wypełniony azbestem, media, ekolodzy i władze ochrzciły go azbestową bombą i robiły wszystko, aby pozbyć się niewygodnego przybysza. I udało się. Marne to jednak zwycięstwo. Potrafimy przeciwstawić się próbie wwiezienia kilkunastu tysięcy ton azbestu statku, a prawie nic nie robimy, aby usunąć 14,5 mln ton tych materiałów, które znajdują się w wielu domach, budynkach użyteczności publicznej lub miejscach pracy.
Nicnierobienie okazuje się zresztą często lepsze niż nieumiejętne usuwanie szkodliwych wyrobów. Jak pokazują kontrole, usuwamy azbest nie tylko w ślimaczym tempie, ale też nieumiejętnie, co zwiększa ryzyko zachorowania na śmiertelne schorzenia wywołane pyłem azbestowym. I to dla wszystkich mieszkańców kraju, a nie tylko byłych pracowników zakładów azbestowych.
Z tej perspektywy rządzący mogliby się zastanowić, czy nie lepiej zająć się rzeczywistymi problemami milionów Polaków, które mają wpływ na ich życie i zdrowie, niż na przykład powoływać kolejne komisje śledcze, które służą najczęściej im samym. Inaczej przez nieumiejętne usuwanie azbestu sami zdetonujemy naszą azbestową bombę ekologiczną.
@RY1@i02/2010/041/i02.2010.041.000.002c.001.jpg@RY2@
Łukasz Guza
Łukasz Guza
lukasz.guza@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu