Sondaże, czyli jazgot zamiast debaty
Zaczyna się przedwyborcza orgia sondaży opinii publicznej. W zasadzie, mimo iż jestem zwolennikiem maksymalizacji wolności obywatelskich, uważam, że sondaże te powinny być zakazane. Z kilku względów.
Przede wszystkim bez względu na rzetelność firmy przeprowadzającej takie sondaże i na stosowane metodologie nie są to badania opinii publicznej, lecz jedynie losowo wybranej grupy zazwyczaj około tysiąca osób. Twierdzenie, że odzwierciedlają one pogląd opinii publicznej, jest zarówno przesadne, jak i bezsensowne. Pojedynczy ludzie, do których trafią - telefonicznie czy osobiście - pytający, mają bardzo często słabo wyrobione poglądy, które nie stanowią w żadnym wypadku sumy poglądów wspólnoty, jaką jest społeczeństwo. Debata publiczna mogłaby mieć większy sens, gdyby zapytano ludzi o ich opinie po wyczerpującym cyklu dyskusji polityków i komentatorów. A tak mamy do czynienia z przypadkowymi danymi, które zapewne ukazują tendencje, ale i to jest niepewne, gdyż ludzie najczęściej decydują, na kogo będą głosować, w ostatnim momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.