Trudno być ministrem, gdy szuflady poprzedników straszą pustką, a jeśli już coś w nich jest, to tykające bomby
Rozgorzała krytyka ministrów. Minister sportu Joanna Mucha, wcześniej minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, minister edukacji Krystyna Szumilas, a także minister transportu Sławomir Nowak -znaleźli się nie tylko w ogniu krytyki opozycji, lecz także mediów i publicystów. Pewnie czasem słusznie, ale często niesłusznie, gdyż w Polsce nie funkcjonuje żadna ciągłość władzy, nawet kiedy ministrowie są z tej samej partii co ich poprzednicy. Jak można było wiedzieć, co kryje kontrakt menedżera od sportu, jakie bzdury są w ustawie o refundowaniu leków czy co naprawdę zdziałano w sprawie autostrad? Minister Mucha została, podobnie jak minister Arłukowicz, zwyczajnie oszukana, ale nikt - za co im chwała - nie zwala na poprzedników, chociaż łatwo mogliby to zrobić. Nie wynika to jednak z wyjątkowo złej woli lub nieudolności poprzedników, lecz z braku administracyjnej ciągłości. Wiadomo, że w Wielkiej Brytanii funkcjonuje instytucja stałego sekretarza stanu, który pozostaje mimo zmian partyjnych. W innych krajach rozwiązuje się to inaczej, ale nie może być tak, że nowy minister musi przede wszystkim prześledzić, czy nie ma jakichś min lub bomb, na które mógłby wpaść.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.