Dziennik Gazeta Prawana logo

Ciemna strona inwestycji zagranicznych

Przez lata były uważane za coś na kształt biblijnej manny z nieba. Oto peryferyjny kraj na dorobku dostawał zastrzyk życiodajnej energii. Zachwyty przesłoniły nam jednak tę brzydszą część prawdy

Pamiętają państwo radość, która ogarniała polską opinię publiczną (i to nie tylko ekonomistów) po każdej inwestycji Daewoo, Volkswagena, Philipsa, LG, Della albo ostatnio HP, Oracle czy Amazona? I darcie szat połączone z utyskiwaniem na nieudolność klasy politycznej, gdy omijały nas Peugeot albo Kia? Za szczególnie łakomy kąsek uchodziły zawsze rzecz jasna inwestycje bezpośrednie. Czyli sytuacja, w której zagraniczny kapitał "wchodzi do kraju w celu uzyskania trwałego wpływu na działalność przedsiębiorstwa" (tak właśnie bezpośrednie inwestycje zagraniczne definiują MFW i OECD). Albo samodzielnie budując przedsiębiorstwo (nazywa się to wtedy z angielska - choć trochę myląco - "greenfield", czyli w szczerym polu), albo przejmując udziały (min. 10 proc.) w już istniejącym krajowym biznesie. To właśnie ten procent odróżnia inwestycje bezpośrednie od portfelowych. A więc takich, których celem jest tylko osiągnięcie zysków kapitałowych bez angażowania się w zarządzanie przedsiębiorstwem.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.