W obronie najbogatszych
Obecny kryzys to oczywiście dramat. Ale ma on i dobre strony. Jedną z nich jest to, że od 2008 r. spory ekonomistów stały się czymś naprawdę pasjonującym. Zwłaszcza w USA czołowi znawcy gospodarki przestali być tylko zimnymi technokratami kłócącymi się o drugie miejsce po przecinku w jakimś trzeciorzędnym wskaźniku. Stali się zaangażowanymi intelektualistami, którzy próbują przykładać swoje teorie do praktyki. Publicystyka ekonomiczna zyskała też na pluralizmie. Nie jest już nietaktem powoływać się podczas sympozjum Banku Światowego na Keynesa albo Marksa. Z drugiej strony można zawsze przywalić Hayekiem albo Friedmanem. I mamy piękną pełnokrwistą debatę. Ot, jak ta najnowsza wywołana przez Grega Mankiwa.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.