Polska. Państwo ćwierćopiekuńcze
W Polsce nie ma czegoś takiego jak państwo opiekuńcze. Mamy - co najwyżej - państwo ćwierćsocjalne. Konstrukcję permanentnie niewydolną, która na niewiele nam się zdaje. A mogłaby wspierać gospodarkę
Tydzień temu skończył się rok szkolny. I przedszkolny też. Moja 4-letnia córka miała więc uroczyste zakończenie roku. Dostała z powrotem kapcie, szczoteczkę do zębów i błogosławieństwo na dwa miesiące wspaniałych wakacji. Świetnie. Tylko co my (i miliony innych pracujących rodziców) mamy właściwie zrobić? Dwa miesiące urlopu nie wchodzą przecież w grę. A nawet gdyby wchodziły, to proszę sobie wyobrazić, co by się stało z naszą gospodarką narodową, gdyby cała Polska wyjechała na zieloną trawkę w tym samym czasie. Teoretycznie istnieje coś takiego jak dyżur przedszkolny. Dziecko chodzi wtedy przez dwa tygodnie do jednego przedszkola, przez następne dwa do drugiego. I tak dalej. Ale teoria i praktyka boleśnie się w tym wypadku rozchodzą. W naszym przypadku wyglądało to tak, że pewnego czerwcowego dnia (w środku tygodnia, w samo południe, a więc w czasie, kiedy większość jednak pracuje) trzeba było się stawić w przedszkolu w celu zapisania dziecka na listę. A kto nie opanował w dostatecznym stopniu umiejętności bilokacji (równoczesnego przebywania w dwóch różnych miejscach), kończył z marnym wynikiem. Bo odstanie swojego w kolejce w przedszkolu A sprawiało, że po dotarciu (jakieś dwie godziny później) do przedszkola B odchodziło się z kwitkiem. Do przedszkola C nie było już nawet po co jechać.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.