Coś z czegoś albo wszystko z niczego
Systemowe uregulowanie pomocy prawnej dla osób, które jej potrzebują, ale których nie stać na jej opłacenie, od lat było postulatem wielu ludzi i środowisk. Trudno wymienić wszystkich bez ryzyka, że ktoś zostanie pominięty, a w konsekwencji w niezamierzony sposób obrażony. Niektórzy z postulatorów tak przywykli do tej roli, że kiedy odpowiedni projekt przestał być przedmiotem tylko gabinetowych i resortowych debat i trafił na ścieżkę parlamentarną, poczuli się zagrożeni. Perspektywa zdjęcia z afisza spektaklu pod tytułem "Debata nad systemem pomocy dla ubogich" oznacza dla nich, że tracą pole publicznej, ale niekiedy też jednocześnie zarobkowej aktywności. Spektakl grano od ponad dziesięciu lat. Nawiasem mówiąc, premiera miała miejsce, kiedy ministrem sprawiedliwości był radca prawny. Ówczesny projekt jak i następne nie wychodziły poza fazę konsultacji międzyresortowych. Kluczowe znaczenie miało bowiem stanowisko resortu ze Świętokrzyskiej - czyli brak lub też zbyt skąpe możliwości finansowania proponowanego systemu. Postulatorzy zgodnie podnosili wówczas, że środki znaleźć się powinny i to "choćby spod ziemi", bo pomoc prawna dla ubogich działa już "nawet w Albanii" (skądinąd nie wiem, dlaczego akurat ten kraj wymieniano), a w Polsce wciąż nie. Obecny projekt jest już po pierwszym czytaniu w Sejmie. Jest szansa na uchwalenie i wejście w życie ustawy z początkiem 2016 r. Ma ona zapewnione finansowanie na poziomie 100 mln zł rocznie. Co na to niektórzy postulatorzy?
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.