Kłopotliwi sędziowie cesarza
Piłsudski miałby wiele powodów, by z sympatią wspominać monarchię Franciszka Józefa, gdyby nie to, że Polska odziedziczyła po cesarzu jego sędziów
Miesiąc bez kolejnej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym to dla PiS miesiąc stracony. Gdyby firmy bukmacherskie przyjmowały zakłady, to spokojnie można obstawiać, że ustawa, w sprawie której sędziowie trybunału wydali wczorajsze orzeczenie, nie jest ostatnią. Zresztą już tydzień temu posłowie PiS zrobili ostentacyjny "przeciek" dla Polskiej Agencji Prasowej, że szykują się do walki z "bizantyzmem" TK. Co ma oznaczać radykalne obcięcie sędziom w nim zasiadającym uposażeń i ukrócenie przywilejów, gwarantowanych obowiązującymi przepisami. Doktor nauk prawnych Jarosław Kaczyński od lat toczył wojnę podjazdową ze środowiskiem, z którego się wywodzi. Ale choć jest w ciągłej ofensywie, jego triumf nad kolegą z roku prof. Andrzejem Rzeplińskim nadal nie jest taki pewny. Wprawdzie w grudniu prezes Trybunału Konstytucyjnego zakończy swoją kadencję, lecz instytucja pozostanie. Dopiero teraz do przywódców Prawa i Sprawiedliwości zaczyna docierać, iż mając nawet parlamentarną większość, swojego premiera i prezydenta, uczynienie z sądów kolejnego narzędzia w rękach władzy nie jest sprawą prostą. Teoretycznie można to osiągnąć, ustanawiając nowe normy prawne. Jednak już widać, że w gąszczu sprzecznych ze sobą paragrafów sprokurowanie takich, które podporządkują Trybunał Konstytucyjny potrzebom rządu, przerasta intelektualne możliwości posłów PiS. A przecież TK jest jedynie małym elementem całego systemu sądownictwa funkcjonującego wedle własnych reguł. Rozwiązaniem najprostszym byłaby czystka. Tyle że obóz rządzący nie dysponuje odpowiednim zasobem kadrowym. Pozostaje więc tylko polityka kija i marchewki, czego pierwszym symptomem są zapowiedzi "zdebizantynizowania" TK. Jednak wymuszanie posłuszeństwa przez odbieranie przywilejów grozi wywołaniem strajku włoskiego, i to niekoniecznie w trybunale (co akurat byłoby marzeniem PiS). Paraliż sądów przynosi zaś szybko postępujący bezwład całego państwa. Wówczas przyszłości najbardziej musi się lękać partia rządząca, rozliczana przez obywateli. Dlatego nawet Piłsudski, mając pełną kontrolę nad parlamentem, rządem i prezydentem, spacyfikowaną opozycję z liderami siedzącymi w Twierdzy Brzeskiej, długo jeszcze użerał się z "austriackimi" sędziami Najwyższego Trybunału Administracyjnego.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.