Plac zabaw a sprawa polska
Siedziałam sobie w parku na warszawskiej Pradze i czekałam na znajomego o imieniu Poncjusz. Poncjusz nie nadchodził, gdyż albowiem jest znany z luźnego podejścia do kwestii czasu, lecz ponieważ moje czekanie odbywało się w bezpośrednim sąsiedztwie placu zabaw, nadchodziło za to wielu użytkowników tegoż, w towarzystwie matek, cioć, niań i innych (o losie determinowany płciowo, o patriarchacie odwieczny i niezmienny!) pań. Obserwator niezależny, taki jak ja, mógł być świadkiem wielu fascynujących rozmów międzypokoleniowych. A ponieważ, jak rzekł Abraham Lincoln, dzisiejsza filozofia placów zabaw będzie w następnym pokoleniu filozofią rządu (nie do końca tak to ujął, ale myśl zachowana), postanowiłam je spisać, by lepiej zrozumieć polityczną przyszłość naszego narodu i się zawczasu przygotować.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.